I'm not your toy!
niedziela, 7 grudnia 2014
Rozdział 9
Debby!- w drzwiach przywitał mnie Lou
-Hej!-uśmiechnęłam się do niego i weszłam w głąb domu
-Dobrze ,że jesteś. Z Harry'm mieliśmy tragedię! Nie wiem co mu zrobiłaś, ale oszalał!- Louis mówił ,kiedy moim oczom ukazała się reszta chłopców. Zayn spał na fotelu, Niall leżał na kanapie z miną ,,Jestem chory,przytul mnie" a Liam zmieniał kanał TV.
-Ej ludzie, Debby przyszła!-Niall krzyknął zachrypniętym głosem
-Cześć!-odpowiedzieli mi wszyscy prócz śpiącego Mulata.
-Harry! Wyłaź z tej łazienki! Już nic nie poprawisz, ona już tu jest!-ryknął Tommo i usiadł na drugim fotelu
-Debby..Kupiłaś mi coś słodkiego?-Niall spytał a jego oczy świeciły nadzieją
-Nie, ale zawsze w torbie mam paczkę Skittelsów!-wyciągnęłam smakołyk i podałam blondynowi
-Widzicie! Kobieta zawsze zrozumie..-nie dokończył
-Kobietę Niall. Tak ,wiemy. Hej Debby.-Harry zjawił się niespodziewanie a ja poczułam w brzuchu stado motyli ,które prawdopodobnie chciały rozwalić mi wnętrzności
-Cześć Harry.-powiedziałam z wielkim uśmiechem
-Fe. Czy tylko ja czuje to ohydne napięcie między tą dwójką?-spytał Lou na co reszta poparła go
-Dajcie spokój. Chłopcy..Czy my czasem nie mieliśmy jechać z Horan'em do lekarza? Zaraz się spóźnimy!-Liam wstał a Lou już ubierał buty pokazując Harry'emu kciuk w górę
-Jaki lekarz? Liam co ty pieprzysz?!-Niall miał na twarzy wymalowany znak zapytania
-Zamknij się Horan ,później ci wytłumaczę!-warknął Liam, na co Niall jęknął i wstał z łóżka.
Moment później byliśmy tylko we dwójką +/- śpiący Zayn.
-Przepraszam za to.-Harry podrapał się po karku
-Nic się nie stało. To..Co robimy?-spytałam z uśmiechem
-Może obejrzymy film? Mam w pokoju telewizor.-Harry wskazał na schody.
-Z chęcią.-odpowiedziałam i ruszyliśmy ku schodom.
Byliśmy w środku filmu pt. ,,3 metry nad niebem" Harry nieznacznie się do mnie zbliżył,już miał mnie pocałować ,kiedy nagle..
-Harry?! Jesteś w domu?-Zayn wparował do pokoju.- O tu cię mam. Co taam?-spojrzał na mnie a potem na Harry'ego, ja za pewnie wyglądałam jak burak.
-Jestem debilu. Jest świetnie a raczej byłoby gdybyś wyszedł.-warknął
-Sorry stary..-Zayn zrobił speszoną minę i zaczął wychodzić..
-Nie! Zaczekaj! Obejrzyj film z nami.- uśmiechnęłam się do Zayna i posunęłam się na łóżku,Harry jęknął sfrustrowany,kiedy Malik faktycznie podszedł u ułożył się obok mnie. Po chwili włączyłam PLAY i oglądaliśmy dalej.
Powiedzieć ,że było to żenujące.. Nie wiedziałam jak się zachować,kiedy nadeszła scena, której główny bohater wymawia słowa ,,3 metry nad niebem''. Chłopcy co chwila zerkali na mnie a ja peszyłam się i próbowałam skupić na filmie..Na marne.
-Przepraszam, to było straszne.-Harry odezwał się ,kiedy wracaliśmy jego autem w to samo miejsce ,gdzie ostatnio się pożegnaliśmy.
-Nic się nie stało. Było miło.-uśmiechnęłam się pocieszająco
-Miło byłoby ,gdyby Zayn nie wszedł z tym swoim ciemnym łbem do mojego pokoju.-powiedział ostro
-Możemy to kiedyś powtórzyć,jeśli chcesz..-odpowiedziałam
-Oczywiście ,że tak! Debby?-zmienił temat
-Huh?-spojrzałam na niego
-Chcesz zrobić coś szalonego?-na jego ustach pojawił się uśmiech szalonego naukowca
-Co masz na myśli?-spytał lekko wystraszona
-Ufasz mi?-spytał
-Umm. Tak.-powiedziałam pewnie,na co Harry na środku ulicy zrobił taki manewr ,że jechaliśmy w przeciwną stronę.
-Więc zrobimy coś szalonego,Debby.-powiedział tajemniczo
-O mój boże.-szepnęłam i w duchu modliłam się o to bym to przeżyła...
-------------------------------------------------
Znów przepraszam. Chyba tylko tyle mogę powiedzieć. Do następnego :)
Komentujcie :)
niedziela, 9 listopada 2014
Rozdział 8
Harry postanowił ,że zostawi auto na innej ulicy, a sam odprowadzi mnie pod dom.
-Podobała się niespodzianka?-spytał
-Podobała? Jestem tak strasznie ci wdzięczna, ci i chłopcom. Jesteście niesamowici.-powiedziałam szczerze
- A nie mówiłem?-spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami
-Przepraszam. Po prostu.. To jest trudne.-wypuściłam głośno powietrze
-Rozumiem, ale to będzie nasza mała tajemnica.- zaśmiał się,kiedy ja ziewnęłam
-Więc do zobaczenia?-spytałam wiedząc ,że Harry nie może iść ze mną dalej
-Mam nadzieję.-włożył ręce w kieszenie. Okej. I co teraz?!
-Ymn. Taa,więc ja ten. Już pójdę. Czy coś..-odwróciłam się od niego,jednak po trzech sekundach zostałam z siłą odwrócona a moje usta spotkały się z miękką fakturą ust Harry'ego, jego ręce złapały moje policzki a ja stając na palcach położyłam ręce na jego karku.Odsunęliśmy się od siebie , patrząc sobie w oczy.
-Dobranoc,Rudolfie.-powiedział patrząc to na moje usta to na oczy, uśmiechnęłam się szeroko.
-Dobranoc,Harry.-tym razem udało mi się odejść.
Po cichu otworzyłam drzwi, mojego ojca widocznie nie było i chwała za to. Pośpiesznie pobiegłam do pokoju, zdejmując ciuchy i rzucając je do kosza na pranie i pobiegłam cała w skowronkach do łazienki. Spojrzałam w lustro i dotknęłam ust, przypominając sobie Harry'ego. Uśmiechnęłam się i pozbywając się bielizny weszłam pod prysznic, po umyciu zębów,przebraniu w piżamę, weszłam do łóżka biorąc telefon do rąk. Szybko napisałam do Kris,że jestem dawno w domu i idę spać. Odłożyłam urządzenie pod poduszkę a sama zasnęłam z myślą o chłopaku z kręconymi włosami.
**
Zostałam wyrwana ze snu przez dręczący dzwonek budzika. Jęknęłam i wyłączyłam alarm. Wyjęłam telefon i zauważając ,że jest 15:36 załamałam się. Jestem w kompletnym nie ładzie, mój brzuch domaga się jedzenia. I w dodatku nie poszłam oczywiście do szkoły. Wygramoliłam się z wygodnego łóżka i odsłoniłam zasłony, doznając szoku, było katastrofalnie. Deszcz tak mocno uderzał w chodnik,ulicę i co najgorsze moje okno, sama zdziwiłam się ,że nie zostałam obudzona. Wczoraj było tak ciepło,przyjemnie,miło, i te jego usta.. Nagle to do mnie dotarło. CAŁOWAŁAM SIĘ Z HARRY'M DO CHOLERY JASNEJ. PODOBAŁO MI SIĘ . A CO GORSZA MU TEŻ!
-O mój boże..-wyszeptałam,zasłaniając usta dłonią,szybko wbiegłam do ubikacji i postanowiłam wziąć zimny prysznic. Od razu było mi lepiej, po chwili jednak uległam i puściłam gorącą wodę i namydliłam się cudownym mydłem o zapachu dzikiej róży. Ubrałam standardowe jeansy,bluzkę z napisem ,,New York" i czarną, miękką bluzę z kapturem. Pościeliłam łóżko i zeszłam po schodach na dół.
-Dzień Dobry, Debby.- głos ojca dotarł do moich uszu,kiedy kroiłam owoce do mojego musli.
-T-tak. Dobry,tato.-wymusiłam uśmiech i przyśpieszyłam czynność
-Uważaj na palce.- jakby powiedział to specjalnie,po tych słowach przecięłam sobie dość mocno palec,sycząc z lekkiego bólu
-Mówiłem?-powiedział z podniesionymi brwiami i wyszedł z pomieszczenia, kierując się do swojego gabinetu.
-Daisie?!-zawołam moją gosposię,kiedy mój palec faktycznie zaczął obficie krwawić
-Co się stało..? O mamo! Co to jest?! Debby złotko, mogłaś zawołać, zrobiłabym ci śnia..obiad.-wzięła moją dłoń i podstawiła pod zimny strumień wody. Od razu poczułam ulgę.
*
Siedziałam w moim pokoju ,najedzona i z zaklejonym plastrem palcem,kiedy dostałam wiadomość:
Kris ,, Szkoda ,że wczoraj poszłaś tak szybko. Była świetna zabawa, wszystko opowiem ci jutro w szkole. Do zobaczenia xx"
Odetchnęłam z ulgą i odpowiedziałam ,,Też żałuje,ale źle się poczułam. Do jutra x" - kłamstwo w sms-ach idzie mi o wiele łatwiej niż normalnie..
Odłożyłam telefon,jednak po 3 sekundach usłyszałam dźwięk połączenia ,,Harry" O MÓJ BOŻE! ODEBRAĆ?! A JEŚLI POWIE ,ŻE ŻAŁUJE!? ŻE TO BYŁ WYPADEK?!
Odrzuciłam złe nastawienie i odebrałam:
-Tak?-powiedziałam lekko podniesionym głosem
-Hej, jak się masz?- spytał a ja czułam jak moje wnętrzności się kurczą
-Wszystko w porządku, wstałam godzinę temu. A jak ty..? I chłopcy?-dodałam szybko
-Oh wspaniale. To znaczy ja wspaniale. Niall jest chory, Zayn śpi, Liam czuwa nad Horan'em a Louis..Sam nie wiem jak ci to wyjaśnić..-zaśmiał się
-Myślisz..Myślisz ,że będzie właściwie jeśli wpadłabym do was.. To znaczy nie chce się narzucać..Po prostu pomyślałam ,że mogłabym pomóc przy Niall'u ii..- dukałam,kiedy mi przerwał
-Hej,Hej spokojnie. Będziemy zaszczyceni jeśli do nas wpadniesz.- powiedział a ja usłyszałam szum i nagle do słuchawki przemówił inny głos.
-Debby. Przyjedź,błagam. Harry odkąd wrócił do domu wczoraj w nocy nie przestaje o tobie gadać. To udręka,kiedy cię tu nie ma. Uratuj nas i chory tyłek Niall'a- Lou zawył do telefonu po czym usłyszałam krzyki i szamotaninę, zaczęłam się śmiać jak opętana.
-Debby. Przepraszam. Louis próbuje być zabawny. Czekamy na ciebie.
-W porządku , będę niedługo.- odpowiedziałam uspokajając śmiech.
Zakończyłam połączenie, szybko uczesałam włosy,umyłam zęby i użyłam tuszu do rzęs. Zabrałam portmonetkę,telefon i klucze po czym schowałam je do torebki. Zakładając buty zauważyłam ojca.
-Wychodzisz?-spytał
-Taak. Do..Kina..Z...Izaak'iem
-Tym młodym Miltonem?-podniósł brwi
-Tak, właśnie z nim.-nerwowo przygryzłam wargę
-Dobrze. Masz pieniądze?-pokiwałam głową
-Więc do zobaczenia.-powiedział na co odwrócił się na pięcie i znów zniknął z pola widzenia. Wyszłam z domu i zatrzymałam taksówkę. Gdyby ktoś zauważył mój wóz pod ich domem, mogłoby być nieciekawie. Podałam starszemu panu znany mi już adres i odjechaliśmy.
----------------------------------
Wieeem. Strasznie krótki, ale jestem w 2 gim i wszystko nowe,nowe,nowe. Jeszcze dodatkowo teraz mam kilka problemów i wszystko się kumuluje.. Ale zawsze coś lepsze niż nic ! ;) Dziękuje za komy pod ostatnim postem, jestem strasznie happy,kiedy jest choć jeden mały komentarz. Dziękuje jeszcze raz i obiecuje ,że kolejny bd dłuższy i o wiele lepszy(mam nadzieję) ;)
Do Przeczytania <3 !
-Podobała się niespodzianka?-spytał
-Podobała? Jestem tak strasznie ci wdzięczna, ci i chłopcom. Jesteście niesamowici.-powiedziałam szczerze
- A nie mówiłem?-spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami
-Przepraszam. Po prostu.. To jest trudne.-wypuściłam głośno powietrze
-Rozumiem, ale to będzie nasza mała tajemnica.- zaśmiał się,kiedy ja ziewnęłam
-Więc do zobaczenia?-spytałam wiedząc ,że Harry nie może iść ze mną dalej
-Mam nadzieję.-włożył ręce w kieszenie. Okej. I co teraz?!
-Ymn. Taa,więc ja ten. Już pójdę. Czy coś..-odwróciłam się od niego,jednak po trzech sekundach zostałam z siłą odwrócona a moje usta spotkały się z miękką fakturą ust Harry'ego, jego ręce złapały moje policzki a ja stając na palcach położyłam ręce na jego karku.Odsunęliśmy się od siebie , patrząc sobie w oczy.
-Dobranoc,Rudolfie.-powiedział patrząc to na moje usta to na oczy, uśmiechnęłam się szeroko.
-Dobranoc,Harry.-tym razem udało mi się odejść.
Po cichu otworzyłam drzwi, mojego ojca widocznie nie było i chwała za to. Pośpiesznie pobiegłam do pokoju, zdejmując ciuchy i rzucając je do kosza na pranie i pobiegłam cała w skowronkach do łazienki. Spojrzałam w lustro i dotknęłam ust, przypominając sobie Harry'ego. Uśmiechnęłam się i pozbywając się bielizny weszłam pod prysznic, po umyciu zębów,przebraniu w piżamę, weszłam do łóżka biorąc telefon do rąk. Szybko napisałam do Kris,że jestem dawno w domu i idę spać. Odłożyłam urządzenie pod poduszkę a sama zasnęłam z myślą o chłopaku z kręconymi włosami.
**
Zostałam wyrwana ze snu przez dręczący dzwonek budzika. Jęknęłam i wyłączyłam alarm. Wyjęłam telefon i zauważając ,że jest 15:36 załamałam się. Jestem w kompletnym nie ładzie, mój brzuch domaga się jedzenia. I w dodatku nie poszłam oczywiście do szkoły. Wygramoliłam się z wygodnego łóżka i odsłoniłam zasłony, doznając szoku, było katastrofalnie. Deszcz tak mocno uderzał w chodnik,ulicę i co najgorsze moje okno, sama zdziwiłam się ,że nie zostałam obudzona. Wczoraj było tak ciepło,przyjemnie,miło, i te jego usta.. Nagle to do mnie dotarło. CAŁOWAŁAM SIĘ Z HARRY'M DO CHOLERY JASNEJ. PODOBAŁO MI SIĘ . A CO GORSZA MU TEŻ!
-O mój boże..-wyszeptałam,zasłaniając usta dłonią,szybko wbiegłam do ubikacji i postanowiłam wziąć zimny prysznic. Od razu było mi lepiej, po chwili jednak uległam i puściłam gorącą wodę i namydliłam się cudownym mydłem o zapachu dzikiej róży. Ubrałam standardowe jeansy,bluzkę z napisem ,,New York" i czarną, miękką bluzę z kapturem. Pościeliłam łóżko i zeszłam po schodach na dół.
-Dzień Dobry, Debby.- głos ojca dotarł do moich uszu,kiedy kroiłam owoce do mojego musli.
-T-tak. Dobry,tato.-wymusiłam uśmiech i przyśpieszyłam czynność
-Uważaj na palce.- jakby powiedział to specjalnie,po tych słowach przecięłam sobie dość mocno palec,sycząc z lekkiego bólu
-Mówiłem?-powiedział z podniesionymi brwiami i wyszedł z pomieszczenia, kierując się do swojego gabinetu.
-Daisie?!-zawołam moją gosposię,kiedy mój palec faktycznie zaczął obficie krwawić
-Co się stało..? O mamo! Co to jest?! Debby złotko, mogłaś zawołać, zrobiłabym ci śnia..obiad.-wzięła moją dłoń i podstawiła pod zimny strumień wody. Od razu poczułam ulgę.
*
Siedziałam w moim pokoju ,najedzona i z zaklejonym plastrem palcem,kiedy dostałam wiadomość:
Kris ,, Szkoda ,że wczoraj poszłaś tak szybko. Była świetna zabawa, wszystko opowiem ci jutro w szkole. Do zobaczenia xx"
Odetchnęłam z ulgą i odpowiedziałam ,,Też żałuje,ale źle się poczułam. Do jutra x" - kłamstwo w sms-ach idzie mi o wiele łatwiej niż normalnie..
Odłożyłam telefon,jednak po 3 sekundach usłyszałam dźwięk połączenia ,,Harry" O MÓJ BOŻE! ODEBRAĆ?! A JEŚLI POWIE ,ŻE ŻAŁUJE!? ŻE TO BYŁ WYPADEK?!
Odrzuciłam złe nastawienie i odebrałam:
-Tak?-powiedziałam lekko podniesionym głosem
-Hej, jak się masz?- spytał a ja czułam jak moje wnętrzności się kurczą
-Wszystko w porządku, wstałam godzinę temu. A jak ty..? I chłopcy?-dodałam szybko
-Oh wspaniale. To znaczy ja wspaniale. Niall jest chory, Zayn śpi, Liam czuwa nad Horan'em a Louis..Sam nie wiem jak ci to wyjaśnić..-zaśmiał się
-Myślisz..Myślisz ,że będzie właściwie jeśli wpadłabym do was.. To znaczy nie chce się narzucać..Po prostu pomyślałam ,że mogłabym pomóc przy Niall'u ii..- dukałam,kiedy mi przerwał
-Hej,Hej spokojnie. Będziemy zaszczyceni jeśli do nas wpadniesz.- powiedział a ja usłyszałam szum i nagle do słuchawki przemówił inny głos.
-Debby. Przyjedź,błagam. Harry odkąd wrócił do domu wczoraj w nocy nie przestaje o tobie gadać. To udręka,kiedy cię tu nie ma. Uratuj nas i chory tyłek Niall'a- Lou zawył do telefonu po czym usłyszałam krzyki i szamotaninę, zaczęłam się śmiać jak opętana.
-Debby. Przepraszam. Louis próbuje być zabawny. Czekamy na ciebie.
-W porządku , będę niedługo.- odpowiedziałam uspokajając śmiech.
Zakończyłam połączenie, szybko uczesałam włosy,umyłam zęby i użyłam tuszu do rzęs. Zabrałam portmonetkę,telefon i klucze po czym schowałam je do torebki. Zakładając buty zauważyłam ojca.
-Wychodzisz?-spytał
-Taak. Do..Kina..Z...Izaak'iem
-Tym młodym Miltonem?-podniósł brwi
-Tak, właśnie z nim.-nerwowo przygryzłam wargę
-Dobrze. Masz pieniądze?-pokiwałam głową
-Więc do zobaczenia.-powiedział na co odwrócił się na pięcie i znów zniknął z pola widzenia. Wyszłam z domu i zatrzymałam taksówkę. Gdyby ktoś zauważył mój wóz pod ich domem, mogłoby być nieciekawie. Podałam starszemu panu znany mi już adres i odjechaliśmy.
----------------------------------
Wieeem. Strasznie krótki, ale jestem w 2 gim i wszystko nowe,nowe,nowe. Jeszcze dodatkowo teraz mam kilka problemów i wszystko się kumuluje.. Ale zawsze coś lepsze niż nic ! ;) Dziękuje za komy pod ostatnim postem, jestem strasznie happy,kiedy jest choć jeden mały komentarz. Dziękuje jeszcze raz i obiecuje ,że kolejny bd dłuższy i o wiele lepszy(mam nadzieję) ;)
Do Przeczytania <3 !
wtorek, 7 października 2014
Rozdział 7
-Niestety, ale resztę drogi musimy przejść pieszo.-zaśmiał się i wyszedł z auta, co uczyniłam za nim.
-Harry, jesteś pewien,że nigdzie nie zabłądzimy?-spytałam stojąc niepewnie na drodze
-Zaufaj mi, to jedno z moich ulubionych miejsc.-puścił mi perskie oko i zaczął iść przez las. O mój boże, zabiera mnie do jednego z jego ulubionych miejsc!? Chyba umrę!
Cholera.-zaklęłam po raz kolejny,kiedy znowu potknęłam się o korzeń.
-Chodź tu i nie marudź.-złapał mnie za rękę, w wyniku czego wylądowałam przyciśnięta do jego boku,zarumieniłam się lekko, ale na pewno teraz było mi wygodniej.
-Za 5 minut będziemy na miejscu, nie pożałujesz.-powiedział tajemniczo, na co lekko się przestraszyłam, ale czułam się bezpiecznie przy jego boku, sama nie wiem czy było to odpowiednie. Wreszcie zauważyłam jakieś światełko między drzewami.
-Co to?-spytałam ciekawa
-Ognisko,chłopcy już tam są.-zauważyłam na jego ustach uśmiech
-Och,myślałam ,że będziemy sami?-zmarszczyłam brwi
-Spokojnie, mamy dużo czasu na prywatność.-znów się zaśmiał ruszając brwiami, na co pacnęłam go w ramię.
-Niall zostaw trochę tych pianek!-usłyszeliśmy głos Liam'a na co oboje wybuchliśmy śmiechem, zwracając tym samym uwagę całej czwórki.
-Witamy,witamy! Nareszcie, przyznajcie się co tak długo?-Louis podszedł do mojego wolnego boku i złapał tak samo jak Harry.
- Debby musiała zmienić ciuchy a po zatem, trochę zapomniałem drogi.-Harry usiadł na belce drewna, ja razem z Lou stałam obok niego.
-Słucham?! Mówiłeś ,że znasz drogę.-powiedziałam zakładając ręce na ramiona
-Tak myślałem, ale przecież jesteśmy!- zaczął się szeroko uśmiechać ,więc odpuściłam wzdychając
-Ci faceci.-Niall stanął obok mnie i udawał ,że piłuje paznokcie.- Same problemy.-dodał wysokim głosem, na co wszyscy się zaśmiali włącznie ze mną i dałam kuksańca w bok blondyna.
-Macie coś do jedzenia?-spytał Zayn,który cały czas klęczał przy ognisku
-My?-spytał Harry
-A kto?-Zayn spojrzał na niego jak na idiotę
-To wy mieliście zająć się żarciem!- Harry spojrzał na Liam'a ,który wzruszył ramionami.
-Niall?-Lou spojrzał na niego groźnie
-Ochh dobra,dobra. Mam to jedzenie. Pomyślałem ,że wezme coś dodatkowego.-odszedł a po chwili wrócił z torbą podróżną
-Niall! Miałeś wziąć trochę przekąsek ,nie całą lodówkę!- Zayn wyszarpał z rąk blondyna torbę i zaczął wyciągać kilka paczek pianek
- Tak źle , tak nie dobrze. Zdecydujcie się.-zaczął machać rękoma, nie wiem czemu ,ale wybuchłam niekontrolowanym śmiechem, wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni , a ja dalej śmiałam się w najlepsze. Łzy zaczęły cisnąć się do moich oczu, brzuch zaczął boleć.
-Jesteś pewny ,że nic nie piła?-Louis spytał przerażony na Harry'ego
-Mówiła ,że jednego drinka.- zmarszczył brwi, robił to często.
-Ej jestem tu, po prostu jesteście zabawni.-wytarłam łzę i próbowałam się uspokoić.
-Zabawni? Ja myślałem ,że dostałaś jakiegoś ataku!- Liam złapał się za głowę , ciągnąc za włosy.
-Dobrze, więcej nie będę.-wymruczałam pod nosem
-Skończmy temat, siadajcie. Niall przynieś gitarę.-Lou wskazał na auto.
Siedzieliśmy,jedliśmy a nawet śpiewaliśmy. Mój niekontrolowany śmiech pojawiał się co chwila ,rozśmieszając wszystkich jeszcze bardziej. Sama nie wiem ,kiedy wylądowałam na kolanach Harry'ego.
Niall grał cicho na gitarze, a reszta nuciła sobie coś pod nosem, nawet Harry cicho podśpiewywał, co bylo miodem dla moich uszy, jego zachrypnięty głos był fenomenalny.
-Wiecie co? Zdałam sobie sprawę ,że siedzę z piątką nastolatków w lesie i w dodatku jest noc.- powiedziałam głośniej, zwracając tym uwagę wszystkich
-Tak a teraz , każdy z nas cię zgwałci i zakopiemy cię pod drzewem.-Zayn zaczął się śmiać ,ale ja zastygłam i otworzyłam oczy w szoku. Szybko zerwałam się z kolan Harry;ego ,który zdziwił się.
-Boże. Mogłoby tak być. Byłam taka nieodpowiedzialna. Boże-powtórzyłam i złapałam się za głowę
-Ej, Zayn robił sobie jaja. Nie zrobilibyśmy tego.- Harry wstał i próbował złapać mnie za ręke, ale odsunęłam się.
-Wiem, ale byłam tak strasznie nieuważna. Nie myślałam o konsekwencjach, jeśli ojciec się dowie.- Harry zmienił wyraz twarzy na obrzydzenie,kiedy wspomniałam o ojcu.
-Nie myśl o nim. Nie może ci zrobić krzywdy,Debby.-Liam powiedział łagodnie
- Nie, on nie robi mi krzywdy. Po prostu.. Gdyby się dowiedział, taki wstyd. A jeśli ktoś mnie widział? Taka nieodpowiedzialna.- złapałam włosy i zaczęłam ciągnąć za nie.
-Debby. Spokojnie, nikt nic nie widział. Będzie dobrze.-Harry znalazł się przede mną i najzwyczajniej w świecie przytulił. Głęboko zaciągnęłam się zapachem chłopaka ,uspokajając się.
-A teraz chodźcie wszyscy się przytulić , bo mi zimno.-Zayn podbiegł do nas i tak oto wszyscy tkwiliśmy w uścisku.
-Zayn?-zagadnęłam go
-Hee?-spytał ,patrząc na mnie
- Skąd wiedziałeś ,że ten dres mi się spodoba? -spytałam naprawdę ciekawa
-Mam sokole oko.- mrugnął do mnie, na co się uśmiechnęłam
Nie wiem ,która była godzina, ale chyba świtała,kiedy siedziałam z głową na ramieniu Nialla i prawie zasypiałam
-Wiecie co? Ja nie prowadzę.- Louis położył się na karimatę ,która leżała obok ogniska
-Louuuu. Musisz.- Liam siedzący na krześle powiedział śpiąco
-Harry, poprowadź..-Zayn zawył i zmienił pozycję na ziemi
-Mam swoje auto.-Harry,który ogrzewał ręce przy ognisku kiwnął głową w kierunku jego auta
-Debby, poprowadź..-znowu głos Zayna
-Nie mogę. Jak wtedy wrócę do domu?- spytałam roześmiana
-Macie problemy, ja poprowadzę!- Niall ożywił się nagle
-Nie!-krzyknęła pozostała 4, na co blondyn zrobił minę zbitego psa.
-Czemu nie?-spytałam
-Niall i samochód równa się kraksa,karamba i o mój boże. Moje biedne ferrari!!-Lou mordował Nialla wzrokiem
-To nie była moja wina!- Niall odkrzyknął
-Niall, ty zdawałeś 13 razy na prawko..Nie zdałeś!- Zayn powiedział głośno
-Nie martw się Niall, może ten 14 raz będzie szczęśliwy.-pocieszyłam go, na co uśmiechnął się do mnie pocieszony.
-Myśle ,że powinniśmy wracać.-Harry wstał,wycierając ręce w uda
-Dobry pomysł, mam nadzieję ,że ojciec nocował w hotelu..- wstałam
-Nie powinniśmy cię puszczać do domu.-Liam także wstał
-Och , nie masz się czym martwić. Dam sobie radę.- uśmiechnęłam się i pożegnałam z resztą,kiedy Harry złapał mnie za dłoń i skierował się w stronę swojego auta.
----------------------------
Kompletne dno, wiem, ale jest. Mam nadzieję ,że następny będzie lepszy... Dziękuje strasznie za komy! <3!
-Harry, jesteś pewien,że nigdzie nie zabłądzimy?-spytałam stojąc niepewnie na drodze
-Zaufaj mi, to jedno z moich ulubionych miejsc.-puścił mi perskie oko i zaczął iść przez las. O mój boże, zabiera mnie do jednego z jego ulubionych miejsc!? Chyba umrę!
Cholera.-zaklęłam po raz kolejny,kiedy znowu potknęłam się o korzeń.
-Chodź tu i nie marudź.-złapał mnie za rękę, w wyniku czego wylądowałam przyciśnięta do jego boku,zarumieniłam się lekko, ale na pewno teraz było mi wygodniej.
-Za 5 minut będziemy na miejscu, nie pożałujesz.-powiedział tajemniczo, na co lekko się przestraszyłam, ale czułam się bezpiecznie przy jego boku, sama nie wiem czy było to odpowiednie. Wreszcie zauważyłam jakieś światełko między drzewami.
-Co to?-spytałam ciekawa
-Ognisko,chłopcy już tam są.-zauważyłam na jego ustach uśmiech
-Och,myślałam ,że będziemy sami?-zmarszczyłam brwi
-Spokojnie, mamy dużo czasu na prywatność.-znów się zaśmiał ruszając brwiami, na co pacnęłam go w ramię.
-Niall zostaw trochę tych pianek!-usłyszeliśmy głos Liam'a na co oboje wybuchliśmy śmiechem, zwracając tym samym uwagę całej czwórki.
-Witamy,witamy! Nareszcie, przyznajcie się co tak długo?-Louis podszedł do mojego wolnego boku i złapał tak samo jak Harry.
- Debby musiała zmienić ciuchy a po zatem, trochę zapomniałem drogi.-Harry usiadł na belce drewna, ja razem z Lou stałam obok niego.
-Słucham?! Mówiłeś ,że znasz drogę.-powiedziałam zakładając ręce na ramiona
-Tak myślałem, ale przecież jesteśmy!- zaczął się szeroko uśmiechać ,więc odpuściłam wzdychając
-Ci faceci.-Niall stanął obok mnie i udawał ,że piłuje paznokcie.- Same problemy.-dodał wysokim głosem, na co wszyscy się zaśmiali włącznie ze mną i dałam kuksańca w bok blondyna.
-Macie coś do jedzenia?-spytał Zayn,który cały czas klęczał przy ognisku
-My?-spytał Harry
-A kto?-Zayn spojrzał na niego jak na idiotę
-To wy mieliście zająć się żarciem!- Harry spojrzał na Liam'a ,który wzruszył ramionami.
-Niall?-Lou spojrzał na niego groźnie
-Ochh dobra,dobra. Mam to jedzenie. Pomyślałem ,że wezme coś dodatkowego.-odszedł a po chwili wrócił z torbą podróżną
-Niall! Miałeś wziąć trochę przekąsek ,nie całą lodówkę!- Zayn wyszarpał z rąk blondyna torbę i zaczął wyciągać kilka paczek pianek
- Tak źle , tak nie dobrze. Zdecydujcie się.-zaczął machać rękoma, nie wiem czemu ,ale wybuchłam niekontrolowanym śmiechem, wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni , a ja dalej śmiałam się w najlepsze. Łzy zaczęły cisnąć się do moich oczu, brzuch zaczął boleć.
-Jesteś pewny ,że nic nie piła?-Louis spytał przerażony na Harry'ego
-Mówiła ,że jednego drinka.- zmarszczył brwi, robił to często.
-Ej jestem tu, po prostu jesteście zabawni.-wytarłam łzę i próbowałam się uspokoić.
-Zabawni? Ja myślałem ,że dostałaś jakiegoś ataku!- Liam złapał się za głowę , ciągnąc za włosy.
-Dobrze, więcej nie będę.-wymruczałam pod nosem
-Skończmy temat, siadajcie. Niall przynieś gitarę.-Lou wskazał na auto.
Siedzieliśmy,jedliśmy a nawet śpiewaliśmy. Mój niekontrolowany śmiech pojawiał się co chwila ,rozśmieszając wszystkich jeszcze bardziej. Sama nie wiem ,kiedy wylądowałam na kolanach Harry'ego.
Niall grał cicho na gitarze, a reszta nuciła sobie coś pod nosem, nawet Harry cicho podśpiewywał, co bylo miodem dla moich uszy, jego zachrypnięty głos był fenomenalny.
-Wiecie co? Zdałam sobie sprawę ,że siedzę z piątką nastolatków w lesie i w dodatku jest noc.- powiedziałam głośniej, zwracając tym uwagę wszystkich
-Tak a teraz , każdy z nas cię zgwałci i zakopiemy cię pod drzewem.-Zayn zaczął się śmiać ,ale ja zastygłam i otworzyłam oczy w szoku. Szybko zerwałam się z kolan Harry;ego ,który zdziwił się.
-Boże. Mogłoby tak być. Byłam taka nieodpowiedzialna. Boże-powtórzyłam i złapałam się za głowę
-Ej, Zayn robił sobie jaja. Nie zrobilibyśmy tego.- Harry wstał i próbował złapać mnie za ręke, ale odsunęłam się.
-Wiem, ale byłam tak strasznie nieuważna. Nie myślałam o konsekwencjach, jeśli ojciec się dowie.- Harry zmienił wyraz twarzy na obrzydzenie,kiedy wspomniałam o ojcu.
-Nie myśl o nim. Nie może ci zrobić krzywdy,Debby.-Liam powiedział łagodnie
- Nie, on nie robi mi krzywdy. Po prostu.. Gdyby się dowiedział, taki wstyd. A jeśli ktoś mnie widział? Taka nieodpowiedzialna.- złapałam włosy i zaczęłam ciągnąć za nie.
-Debby. Spokojnie, nikt nic nie widział. Będzie dobrze.-Harry znalazł się przede mną i najzwyczajniej w świecie przytulił. Głęboko zaciągnęłam się zapachem chłopaka ,uspokajając się.
-A teraz chodźcie wszyscy się przytulić , bo mi zimno.-Zayn podbiegł do nas i tak oto wszyscy tkwiliśmy w uścisku.
-Zayn?-zagadnęłam go
-Hee?-spytał ,patrząc na mnie
- Skąd wiedziałeś ,że ten dres mi się spodoba? -spytałam naprawdę ciekawa
-Mam sokole oko.- mrugnął do mnie, na co się uśmiechnęłam
Nie wiem ,która była godzina, ale chyba świtała,kiedy siedziałam z głową na ramieniu Nialla i prawie zasypiałam
-Wiecie co? Ja nie prowadzę.- Louis położył się na karimatę ,która leżała obok ogniska
-Louuuu. Musisz.- Liam siedzący na krześle powiedział śpiąco
-Harry, poprowadź..-Zayn zawył i zmienił pozycję na ziemi
-Mam swoje auto.-Harry,który ogrzewał ręce przy ognisku kiwnął głową w kierunku jego auta
-Debby, poprowadź..-znowu głos Zayna
-Nie mogę. Jak wtedy wrócę do domu?- spytałam roześmiana
-Macie problemy, ja poprowadzę!- Niall ożywił się nagle
-Nie!-krzyknęła pozostała 4, na co blondyn zrobił minę zbitego psa.
-Czemu nie?-spytałam
-Niall i samochód równa się kraksa,karamba i o mój boże. Moje biedne ferrari!!-Lou mordował Nialla wzrokiem
-To nie była moja wina!- Niall odkrzyknął
-Niall, ty zdawałeś 13 razy na prawko..Nie zdałeś!- Zayn powiedział głośno
-Nie martw się Niall, może ten 14 raz będzie szczęśliwy.-pocieszyłam go, na co uśmiechnął się do mnie pocieszony.
-Myśle ,że powinniśmy wracać.-Harry wstał,wycierając ręce w uda
-Dobry pomysł, mam nadzieję ,że ojciec nocował w hotelu..- wstałam
-Nie powinniśmy cię puszczać do domu.-Liam także wstał
-Och , nie masz się czym martwić. Dam sobie radę.- uśmiechnęłam się i pożegnałam z resztą,kiedy Harry złapał mnie za dłoń i skierował się w stronę swojego auta.
----------------------------
Kompletne dno, wiem, ale jest. Mam nadzieję ,że następny będzie lepszy... Dziękuje strasznie za komy! <3!
czwartek, 2 października 2014
Rozdział 6
Nie zdążyłam nawet głęboko odetchnąć po odjeździe Harry'ego,kiedy usłyszałam Daisy ,która zawołała:
-Debby,kochanie. Twoi przyjaciele już są.
-Przekaż ,że już idę.- odkrzyknęłam ,ostatni raz przeglądając się w lustrze. W szybkim tempie zebrałam torebkę z telefonem i wyszłam na parter.Zauważyłam Jene ,która stała w korytarzu z założonymi rękoma. Jej rude włosy były spięte a jej fioletowa sukienka więcej odkrywała niż zakrywała.
- No witaj!- przytuliła mnie na powitanie ,lekko się uśmiechnęłam próbując ukryć niechęć do jej osoby.
-Daisy,powiedz ojcu ,że wyszłam. Nie wiem , o której wrócę. Może gdzieś przenocuje.- starsza kobieta pokiwała głową na tak i zniknęła za rogiem. Wyszłyśmy na podwórze, gdzie zauważyłam dwa auta.
- Kristen wzięła ze sobą Jaspera. Jadą razem z Oliverem. Ty,Kevin,Jessy i ja jedziemy moim wozem. Bez sensu brać jeszcze twój wóz.- powiedziała wysokim głosem. Wsiadając do auta pomachałam lekko do Olivera i Jessy'ego. Kevin popatrzył na nas w lusterku i odpalił silnik.
Po kilku wskazówkach Jene, dojechaliśmy do celu. Już po wyglądzie , można było stwierdzić ,że klub jest urządzony bogato. Zanim zdążyłam złapać za klamkę, przede mną znalazł się Jessy,który jak przystało mężczyźnie, otworzył mi drzwi. Uśmiechnęłam się do niego i przyjęłam jego pomoc co do wyjścia.
- Nieźle wygląda.-skomentował przy wejściu, kiedy Jene pokazywała nasze dowody.Widocznie nie wyglądamy tak dorośle. Po wejściu do pomieszczenia od razu buchnęła we mnie zapach dymu papierosowego i alkoholu. Normalka, jednak wolałam bankiety.
-Debby, idziesz?- usłyszałam wołającą mnie Kristen z krzywym uśmiechem.
-Tak, jasne.- powędrowałam do niej,jednak wyprzedził mnie jakiś chłopak ,który porwał Kris do żarliwego pocałunku..To było co najmniej krępujące. Odwróciłam wzrok,aż do czasu kiedy dziewczyna parsknęła śmiechem i oderwała się od niego.
-Debby. To jest Jasper, Jasper to jest Debby.- spojrzałam w górę na chłopaka. Typowy. Krótkie włosy,umięśniony a na swojej bluzie logo jakiegoś bractwa.
-Umm..Hej.-wyciągnęłam w jego kierunku rękę, ten najpierw objechał spojrzeniem całą moją osobę,później dopiero wyciągnął dłoń i uścisnął moją pokazując w uśmiechu jeden dołeczek. Ha! Harry ma dwa! CO? Czemu go porównuje?
-Więc cześć. Długo się znacie z Kristen?- z mojego monologu w głowie, wyrwał mnie niski głos.
-Eee.. Jakoś tak 3 lata.- uśmiechnęłam się do niego, oczami skanując gdzie jest reszta.
-Jasper nie wysilaj się na rozmowę. Chodź pójdziemy się napić.- powiedziała niegrzecznie Kristen i ciągnąc Jaspera oddalili się. Jeszcze raz rozejrzałam się za znajomymi i w końcu dojrzałam rudą głowę Jene, choć raz się przydała.. Debb, nie bądź niemiła!-skarciłam samą siebie idąc w ich kierunku.
- Jesteś wreszcie.Zamówiłam ci drinka.-Jene palcem wskazała jakąś szklankę za co cicho, bardzo cicho podziękowałam.
Po godzinie siedzenia w nudnym klubie z jeszcze bardziej nudnym i w większości pijanym towarzystwem prawie zasypiałam, grając na telefonie z sudoku. Jednak moją grę przerwał SMS:
,,Debby, pożegnaj się z przyjaciółmi. Zabieram cię na wycieczkę! Hazz"
Odczytałam wiadomość kilka razy i nadal patrzyłam tępo w ekran.
,,Gdzie jesteś?"- szybko wystukałam odpowiedź
,,Poza zasięgiem wzroku tych pseudo mądrych ludzi. Wyjdź na dwór , podjadę po ciebie w przeciągu minuty- zaśmiałam się na jego słowa
,,Daj mi momencik ;)"- wstałam pośpiesznie, próbując obudzić Jessy'ego ,który leżał na sofie obok.
-Jessy. Wychodzę, przekażesz reszcie?-spytałam, na co otworzył oczy kiwając głową na tak. W duchy piszczałam z radości. Zabrałam torebkę i szybkim krokiem szłam do wyjścia.
Od razu po przekroczeniu progu zaczerpnęłam głęboki wdech i potarłam ramiona. Na dworze było ciemno i dość chłodno. Rozejrzałam się ,ale było to nie potrzebne, bo zauważyłam od razu jeden z wozów,które widziałam w garażu Harry'ego.
- Wsiadasz czy chcesz trochę pomarznąć?- rzucił z uśmiechem
-Jednak wole wsiąść.- zaśmiałam się i weszłam do auta
- Jak na imprezie?- prychnął
- Nie pytaj, wypiłam jednego drinka. Muzyka była do bani, ludzie pijani a jedynym towarzyszem był śpiący Jessy i mój telefon. Dzięki za ratunek!- Harry na moje słowa zaczął się śmiać , co nie powiem brzmiało seksownie.
- Nie ma za co. Ktoś musiał.-stwierdził i odpalił silnik
-Gdzie jedziemy?- spytałam podekscytowana
- Niespodzianka, ale musisz się przebrać. Z tyłu są twoje dresy i bluza. Zayn wybierał ,więc nie miej pretensji!- zaśmiał się ponownie,kiedy próbowałam przejść z przednich siedzeń na tyły.
-Czemu kupiłeś mi ciuchy?
-Chciałem ci zrobić niespodziankę, a w tej sukience będzie ci zimno.- stwierdził
-Mam się tu przebrać?- spojrzałam na niego w lusterku
-To problem?- podniósł brwi
-Eee nie. Po prostu. Nie ważne. Obiecujesz nie patrzeć?- spytałam
-Jasne ,że tak.- prychnął
-Ok.- zdjęłam sukienkę przez głowę i w ekspresowym tępię założyłam nowy strój ,który swoją drogą był śliczny.Przeszłam z powrotem do przodu i zapięłam pas.
-Zayn ma oko.- stwierdziłam
-Zayn po prostu nie widzi życia poza zakupami. Swoją drogą..Ładny stanik.- spojrzał na mnie rozbawiony,kiedy złość i wstyd wychodziła mi na policzki w postaci rumieńców.
-Patrzyłeś!- uderzyłam go w ramię
- Kto by nie patrzył?! I nie bije się kierowcy!- nadal był rozbawiony
- Obiecałeś nie patrzeć!- warknęłam
- Dobrze ,to się więcej nie powtórzy,no!- znów usłyszałam jego gromki śmiech,kiedy założyłam ręce na klatkę piersiową z naburmuszoną miną. Niestety po 2 sekundach jego śmiechu sama nim wybuchłam.
-Zaraz będziemy na miejscu.- odezwał się ,kiedy zjeżdżaliśmy na jakąś boczną drogę.
- Mam nadzieję ,że nie chcesz mnie zabić lub zgwałcić?- spytałam rozbawiona
-Cóż myślę ,że nie. Będę grzeczny obiecuje,madame.- zaśmiał się
-Zawsze lepiej się upewnić.- powiedziałam i wzruszyłam ramionami. Po chwili Harry zatrzymał się obok jakiejś polnej dróżki.
---------------------------------------
TADA! Nie wiem jakim cudem wstawiłam ten rozdział, ale jest i strasznie się ciesze choćby z tych dwóch komentarzy ;) Dziękuje! Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Tak więc znowu nie wiem ,kiedy dam nn, ale postaram się jak najszybciej. <3
sobota, 20 września 2014
Rozdział 5
Rozdział 5
Siedzieliśmy w pokoju jakieś 5 minut ,kiedy dostałam sms'a od Olivera ,który spytał ,gdzie jestem.
- Cholera.- szybko wstałam na nogi i pobiegłam do korytarza, zakładając na stopy buty w ekspresowym tempie.
- Hej, w porządku?- spytał Harry, pojawiając się za mną.
- Nie, Oliver napisał gdzie jestem. Są pewnie w moim domu, muszę szybko wiać.- bez namysłu stanęłam na palcach i ucałowałam jego polik szepcząc ciche dziękuje. Zamknęłam za sobą drzwi, i dopiero wtedy doszło do mnie co zrobiłam. Pośpiesznie weszłam do garażu i zauważyłam ,że Zayn przeciera szmatką moje auto.
- Hej,cześć. Dziękuje. Muszę uciekać. Na prawdę jestem wdzięczna. Wynagrodzę wam to.- w mgnieniu oka znalazłam się w środku samochodu, Louis wymienił z Zayn'em spojrzenie.
- Wszystko ok?- Lou podszedł zatrzymując mnie,kiedy chciałam odpalać.
- Co. Co? Wszystko wyśmienicie. Serio.- wymusiłam nerwowy uśmiech, chłopak tylko kiwnął głową i odsunął się. W mgnieniu oka wyjechałam z ich posesji,włączyłam GPS i po 15 minutach byłam pod swoją rezydencją, gdzie zauważyłam auto moich znajomych i ich samych w moim ogrodzie.
-Hej.-powiedziałam,kiedy tylko podeszłam bliżej.
-Masz zamiar powiedzieć co się z tobą działo?- Kristen przywitała mnie nieco inaczej.
-Um..Miałam stłuczkę, jakiś kretyn wjechał w moje auto i zwiał. Małe uszkodzenia, serdeczni ludzie odholowali mnie do mechanika i w godzinę dojechałam do domu. Próbowałam się z wami kontaktować,na marne.- kłamstwa wychodziły ze mnie ciurkiem tym samym zapełniając sumienie, choć uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie słowa chłopców ,,Powiesz ,że pomogli ci życzliwi ludzie".
- Och..Tak, faktycznie. Ktoś wybił okno w domu Kevina. Pojechaliśmy tam, ponieważ jak wiesz razem z Jene wyjechał. Zresztą powinni być za 1godzinę.- Kristen zmieniła wyraz twarzy i lekko się uśmiechnęła.
- Super. To jak z tą imprezą?-spytałam z nadzieją ,że jednak nie pojedziemy..
- Cóż.. Raczej powinno udać się nam wyrobić, w końcu świętujemy sukces twojego ojca!-Jessy uśmiechnął się promiennie i wstał, poprawiając swoją bluzę.
-Mhmm.-odpowiedziałam cicho, skubiąc rąbek zielonej bluzeczki.
- Ok. Oliver, zbierajmy się.- Kristen po obdarowaniu mnie całusem w polik,podreptała za Jessy'm,który mi pomachał. Oliver przytulił mnie pośpiesznie i odszedł za nimi. Odetchnęłam głośno, idąc do domu. W holu unosił się zapach słynnej zapiekanki naszej gosposi, która co prawda była małomówna ,ale według mnie była aniołem. Gotowała,pomagała,sprzątała i nawet odmówiła większej pensji. Mieszkała u nas, zapewnialiśmy jej byt. Przywitałam się z nią i powędrowałam jeść w samotności posiłek, nawet cieszyłam się ,że ojciec nie wrócił do domu. Ze smakiem zjadłam pyszny obiad i szybkim krokiem poszłam do łazienki ,gdzie wzięłam prysznic i umyłam zęby.
Siedziałam właśnie w ręczniku i myślałam co ubrać , kiedy dostałam sms'a:
,,Hej, tu Liam xx Harry dał mi twój numer. Szkoda ,że tak szybko uciekłaś. Mamy nadzieję ,że przeżyjesz imprezę i jutro po szkole jakoś dasz radę nas odwiedzić? Jeśli masz oczywiście ochotę ;) Mamy kilka atrakcji! Xxx''
Szybko wystukałam odpowiedź:
,,Mam nadzieję ,że mi się uda a wasze atrakcje będą bezpieczne, dzięki za zaproszenie, chętnie skorzystam xx''
Po 2 sekundach Liam odpisał:
,,Nie możemy się doczekać! Li,Niall,Hazz,Lou i Zayn ;)''
Uśmiechnęłam się do telefonu i odłożyłam go.
Zdecydowałam się na sukienkę w kwiaty z koronkowym wcięciem w talii. Była dość wyzywająca , ale jednocześnie było w niej coś skromnego..Prócz ceny.. Do tego zwykłe czarne rajstopy, baletki i skórzana kurteczka.Włosy tylko wysuszyłam i zebrałam w niechlujnego koka,za który mój ociec nie raz groził ,że obetnie mi włosy. Zegarek wskazywał ,że zostało mi jeszcze 10 minut do przyjazdu reszty. Mój telefon wydał dźwięk przychodzącego połączenia ,więc bez patrzenia odebrałam:
-Tak?
-Wyjdź na balkon.-odezwał się głos po drugiej stronie
-Emmn a kto mówi?- spytałam szczypiąc czubek nosa.
- Harry! No już wyłaź!- zaśmiał się i rozłączył. Pośpiesznie podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je. Zostałam powitana zimnym podmuchem wiatru. Podeszłam bliżej barierki i wychyliłam się lekko, zauważając jakieś czarne BMW i Harry'ego ,który stał oparty o wóz.
-Co ty tu robisz?!-krzyknęłam szeptem.
- Przyniosłem ci coś.- zaśmiał się i rzucił we mnie, czerwonym nosem klauna(?)
- Co to jest?- zmarszczyłam brwi
- Miałaś czerwony nos, więc coś musi ci go grzać.- zaczęłam się śmiać i założyłam podarunek przybierając dziwną pozę , a z ust ułożyłam dzióbek. Harry ze śmiechu aż złapał się za brzuch, zdjęłam nos i zaczęłam śmiać się razem z nim.
-Yey. Dzięki, serio. Nie spodziewałam się.- uśmiechnęłam się ,wytykając mu język.
-Nie ma za co, Rudolfie! Dobra lepiej uciekam,widzę ,że jesteś gotowa na imprezę.- zeskanował mój strój.
-Nie żartuj sobie.- wydęłam wargę , jak mała dziewczynka.
-Nie żartuje, ładnie ci. Na prawdę muszę lecieć.- otwierał samochód,kiedy go zatrzymałam.
-Harry?
-Tak?- spojrzał na mnie
-Wolałabym iść ,gdzieś z wami. Dziękuje za nos, jest świetny.-uśmiechnęłam się
- Wiem , załatwi się.- puścił mi oczko i odjechał ?
Co miało znaczyć ,,załatwi się"?
Zaczęłam się martwić ,ale kiedy ścisnęłam podarunek od Harry'ego od razu uśmiech wrócił na moją twarz. Wróciłam do domu, prezent chowając pod poduszkę.
Siedzieliśmy w pokoju jakieś 5 minut ,kiedy dostałam sms'a od Olivera ,który spytał ,gdzie jestem.
- Cholera.- szybko wstałam na nogi i pobiegłam do korytarza, zakładając na stopy buty w ekspresowym tempie.
- Hej, w porządku?- spytał Harry, pojawiając się za mną.
- Nie, Oliver napisał gdzie jestem. Są pewnie w moim domu, muszę szybko wiać.- bez namysłu stanęłam na palcach i ucałowałam jego polik szepcząc ciche dziękuje. Zamknęłam za sobą drzwi, i dopiero wtedy doszło do mnie co zrobiłam. Pośpiesznie weszłam do garażu i zauważyłam ,że Zayn przeciera szmatką moje auto.
- Hej,cześć. Dziękuje. Muszę uciekać. Na prawdę jestem wdzięczna. Wynagrodzę wam to.- w mgnieniu oka znalazłam się w środku samochodu, Louis wymienił z Zayn'em spojrzenie.
- Wszystko ok?- Lou podszedł zatrzymując mnie,kiedy chciałam odpalać.
- Co. Co? Wszystko wyśmienicie. Serio.- wymusiłam nerwowy uśmiech, chłopak tylko kiwnął głową i odsunął się. W mgnieniu oka wyjechałam z ich posesji,włączyłam GPS i po 15 minutach byłam pod swoją rezydencją, gdzie zauważyłam auto moich znajomych i ich samych w moim ogrodzie.
-Hej.-powiedziałam,kiedy tylko podeszłam bliżej.
-Masz zamiar powiedzieć co się z tobą działo?- Kristen przywitała mnie nieco inaczej.
-Um..Miałam stłuczkę, jakiś kretyn wjechał w moje auto i zwiał. Małe uszkodzenia, serdeczni ludzie odholowali mnie do mechanika i w godzinę dojechałam do domu. Próbowałam się z wami kontaktować,na marne.- kłamstwa wychodziły ze mnie ciurkiem tym samym zapełniając sumienie, choć uśmiechnęłam się pod nosem przypominając sobie słowa chłopców ,,Powiesz ,że pomogli ci życzliwi ludzie".
- Och..Tak, faktycznie. Ktoś wybił okno w domu Kevina. Pojechaliśmy tam, ponieważ jak wiesz razem z Jene wyjechał. Zresztą powinni być za 1godzinę.- Kristen zmieniła wyraz twarzy i lekko się uśmiechnęła.
- Super. To jak z tą imprezą?-spytałam z nadzieją ,że jednak nie pojedziemy..
- Cóż.. Raczej powinno udać się nam wyrobić, w końcu świętujemy sukces twojego ojca!-Jessy uśmiechnął się promiennie i wstał, poprawiając swoją bluzę.
-Mhmm.-odpowiedziałam cicho, skubiąc rąbek zielonej bluzeczki.
- Ok. Oliver, zbierajmy się.- Kristen po obdarowaniu mnie całusem w polik,podreptała za Jessy'm,który mi pomachał. Oliver przytulił mnie pośpiesznie i odszedł za nimi. Odetchnęłam głośno, idąc do domu. W holu unosił się zapach słynnej zapiekanki naszej gosposi, która co prawda była małomówna ,ale według mnie była aniołem. Gotowała,pomagała,sprzątała i nawet odmówiła większej pensji. Mieszkała u nas, zapewnialiśmy jej byt. Przywitałam się z nią i powędrowałam jeść w samotności posiłek, nawet cieszyłam się ,że ojciec nie wrócił do domu. Ze smakiem zjadłam pyszny obiad i szybkim krokiem poszłam do łazienki ,gdzie wzięłam prysznic i umyłam zęby.
Siedziałam właśnie w ręczniku i myślałam co ubrać , kiedy dostałam sms'a:
,,Hej, tu Liam xx Harry dał mi twój numer. Szkoda ,że tak szybko uciekłaś. Mamy nadzieję ,że przeżyjesz imprezę i jutro po szkole jakoś dasz radę nas odwiedzić? Jeśli masz oczywiście ochotę ;) Mamy kilka atrakcji! Xxx''
Szybko wystukałam odpowiedź:
,,Mam nadzieję ,że mi się uda a wasze atrakcje będą bezpieczne, dzięki za zaproszenie, chętnie skorzystam xx''
Po 2 sekundach Liam odpisał:
,,Nie możemy się doczekać! Li,Niall,Hazz,Lou i Zayn ;)''
Uśmiechnęłam się do telefonu i odłożyłam go.
Zdecydowałam się na sukienkę w kwiaty z koronkowym wcięciem w talii. Była dość wyzywająca , ale jednocześnie było w niej coś skromnego..Prócz ceny.. Do tego zwykłe czarne rajstopy, baletki i skórzana kurteczka.Włosy tylko wysuszyłam i zebrałam w niechlujnego koka,za który mój ociec nie raz groził ,że obetnie mi włosy. Zegarek wskazywał ,że zostało mi jeszcze 10 minut do przyjazdu reszty. Mój telefon wydał dźwięk przychodzącego połączenia ,więc bez patrzenia odebrałam:
-Tak?
-Wyjdź na balkon.-odezwał się głos po drugiej stronie
-Emmn a kto mówi?- spytałam szczypiąc czubek nosa.
- Harry! No już wyłaź!- zaśmiał się i rozłączył. Pośpiesznie podeszłam do drzwi balkonowych i otworzyłam je. Zostałam powitana zimnym podmuchem wiatru. Podeszłam bliżej barierki i wychyliłam się lekko, zauważając jakieś czarne BMW i Harry'ego ,który stał oparty o wóz.
-Co ty tu robisz?!-krzyknęłam szeptem.
- Przyniosłem ci coś.- zaśmiał się i rzucił we mnie, czerwonym nosem klauna(?)
- Co to jest?- zmarszczyłam brwi
- Miałaś czerwony nos, więc coś musi ci go grzać.- zaczęłam się śmiać i założyłam podarunek przybierając dziwną pozę , a z ust ułożyłam dzióbek. Harry ze śmiechu aż złapał się za brzuch, zdjęłam nos i zaczęłam śmiać się razem z nim.
-Yey. Dzięki, serio. Nie spodziewałam się.- uśmiechnęłam się ,wytykając mu język.
-Nie ma za co, Rudolfie! Dobra lepiej uciekam,widzę ,że jesteś gotowa na imprezę.- zeskanował mój strój.
-Nie żartuj sobie.- wydęłam wargę , jak mała dziewczynka.
-Nie żartuje, ładnie ci. Na prawdę muszę lecieć.- otwierał samochód,kiedy go zatrzymałam.
-Harry?
-Tak?- spojrzał na mnie
-Wolałabym iść ,gdzieś z wami. Dziękuje za nos, jest świetny.-uśmiechnęłam się
- Wiem , załatwi się.- puścił mi oczko i odjechał ?
Co miało znaczyć ,,załatwi się"?
Zaczęłam się martwić ,ale kiedy ścisnęłam podarunek od Harry'ego od razu uśmiech wrócił na moją twarz. Wróciłam do domu, prezent chowając pod poduszkę.
piątek, 5 września 2014
Rozdział 4
Isaac był chyba najgorszym uczniem jakiego znałam. Ten chłopak na prawdę potrzebował silnej pomocy profesora od matematyki. Tak, więc po usilnych staraniach, do mózgu Isaaca dotarł może jeden temat z 4 do przerobienia, jednak powinnam mu podziękować , ponieważ choć na chwilę zapomniałam o wszystkich nurtujących mnie pytaniach. Skąd do cholery Harry wie o mnie? Może po prostu to widać? Za mało się staram?
-Debby?- ocknęłam się, zauważając przed sobą zmartwionego Maxa.
- Tak?- spytałam
- Stałaś jakiś czas.. Kręcąc głową.. w porządku?- uśmiechnął się pocieszająco.
-Tak, przepraszam. Muszę iść jeszcze dziś wieczorem na jakąś przeklętą imprezę.- przetarłam twarz dłońmi.
- Impreza? Dziś jest pierwszy dzień szkoły, swoją drogą opuściłaś go.. I teraz idziesz na imprezę?- spytał zdezorientowany, kiedy staliśmy już przed drzwiami.
- Max.. Po prostu.. Ja.. Sama nie wiem, wszystko się zaczęło, ale jest jeszcze gorzej niż zwykle. Nie mogę tego nawet ubrać w odpowiednim zdaniu.- odetchnęłam głębiej.
- Twój samochód został pod szkołą. Zawiozę cię tam.- Max odpuścił drążenie tego tematu i ruszyliśmy do jego auta.
- Do zobaczenia po jutrze, przyjadę z nową sukienką.- uśmiechnął się na pożegnanie i odjechał. Wsiadłam do mojego nieszczęsnego wozu i wycofałam nim z parkingu, może i nie był jakoś specjalnie w moim guście, ale przynajmniej jego silnik. Z rozmyśleń wyrwał mnie głośny dźwięk , a sama odleciałam trochę w przód , choć pas bezpieczeństwa silnie utrzymywał mnie na miejscu, spojrzałam przerażona i zdezorientowana w lusterko i zauważyłam ,że auto za mną z piskiem opon i rozwaloną przednią maską odjeżdża.
-Cholera!- wrzasnęłam ,kiedy zobaczyłam tyły mojego auta.. Zmasakrowany! Ojciec mnie zabije! Szybko wybiłam numer Kristen. Nie odpowiada, tak samo jak i reszta. Walić to! Kopnęłam z całej siły w oponę od samochodu tak ,że aż miałam ochotę krzyczeć z bólu, podskakując na jednej nodze z powrotem poszłam sprawdzić jak poważne są wgniecenia. No cóż ekspertem nie jestem, ale skoro nie chce odpalić , coś na pewno jest nie tak, prawe światło.. Em.. Prawego światła nie było.. Wgniecenie wyglądało nieszkodliwie.. Niestety lewy bok,który rąbnął w drzewo.. O mój boże, już nie żyje. Nagle zza zakrętu wyjechały dwa przeklęte Range Rovery, a myślałam ,że gorzej już być nie może. Oczywiście zatrzymały się. Jak żeby inaczej!
- Uuu widzę ,że grubo.- dla mojego szczęścia, lub nie podszedł do mnie blondyn.. Niall?
- Tak praktycznie.. To nic takiego, drobna stłuczka, zaraz powinni się tu pojawić moi znajomi.- powiedziałam lekko, z uniesioną głową, zauważając sylwetki reszty tej..Bandy..
- No oczom nie wieże, barbie?- Harry złapał się za poliki i rozdziawił usta, na co Louis parsknął śmiechem.
- Widzisz, samochód też ma plastikowy.- Lokers dźgnął Niall w bok.
- Taa. Pośmiałeś się już?- warknęłam w jego stronę.
- Um. Taa. Twoi znajomi są bardziej zajęci, właśnie ktoś wybił okno w domu Kevina, wszyscy tam są.- zaśmiał się z przekąsem.
- Więc poczekam.- usiadłam za kierownicą.
- Serio? Będziesz czekać, aż twoi pseudo przyjaciele ci pomogą? Naiwna jesteś, po prostu daj sobie pomóc.- odezwał się Liam, który wydawał się najnormalniejszy.
- Wolałabym spędzić tu noc niż przyjąć pomoc od waszej bandy.- odburknęłam
- Mówisz tak bo jesteś taka, czy po prostu boisz się konsekwencji? Ojciec, przyjaciele..- wyliczał
- Przestań! Ojciec zakazał mi spotykania się z wami.- powiedziałam zerkając na ich miny.
- I zagroził ,że cię pobije?! No błagam, nikomu nie powiemy. Zayn doholuje twój samochód, powiesz ,że pomogli ci życzliwi ludzie.- wyparował Harry
- Życzliwi ludzie?! To przez was mój ojciec był zły! Co robiliście na boisku?!-wyszłam z auta,trzaskając drzwiczkami.
- Wyobraź sobie, że rozgoniliśmy małolaty,które zrobiły na środku murawy ognisko.- wypalił , a mi zabrakło pary w gębie.
- Nawiasem mówiąc, to twój ojciec nam nie uwierzył, kiedy Harry zaczął mówić ,że chyba niedosłyszy, ten go uderzył. To jest normalne? A potem skierował swój gniew na ciebie, bo zapobiegłaś bójce?! - Liam podszedł bliżej i wyjął moją torbę z samochodu.- Chodź, nasza banda nie zostawi cię tu.- lekko się uśmiechnął, a ja ze spuszczoną głową poszłam za nim, uprzednio oddając klucze Zaynowi. Widziałam jak reszta bierze z wozu jakąś line, przypuszczam ,że holowniczą i jak mój samochód jedzie jakoś za samochodem, do mnie i Liama dołączył jeszcze Louis i Niall, którzy usiedli z przodu.
- Gdzie jedziemy?- spytałam nerwowym głosem, nie wiem dlaczego, ale czułabym się lepiej gdyby był tu Harry, w końcu go znałam odrobinę dłużej.
- Zawieziemy twój samochód do nas, a potem sprawdzimy co mu dolega..- powiedział z uśmiechem Liam.
- A co ze mną?- znowu drżał mi głos
- Po prostu pokażemy ci ,że nie jesteśmy bandą wrednych 19- latków.- zaśmiał się
Droga była nawet miła,choć panowała krępująca cisza, przerywana tylko kilkoma przekleństwami Louisa ,który prowadził. Dojechaliśmy na dość dużą posesję, dom nie był super wypasiony, jednak nie należał do biednych. Cóż porównując do mojego.. Rezydencja Raynów, była w naszej rodzinie od wieków, była na prawdę ogromna i piękna. Wyskoczyliśmy z auta, zauważyłam ,że drzwi od garażu są otwarte, więc razem z Liamem poszliśmy w tamtą stronę.
- Wow.- wymsknęło mi się ,kiedy zobaczyłam moje auto bez maski, oraz Harrego i Zayna ,którzy w roboczych spodniach grzebali coś przy narzędziach.
- Mówiłem ,że zobaczymy co mu dolega.- Liam odłożył moją torbę na małym stoliku i podszedł do chłopaków.
- Jesteście mechanikami?- zapytałam zdziwiona
- Powiedzmy ,że.. Lubimy podrasowywać auta, naprawić co nieco też potrafimy.- odezwał się Niall,który znalazł się obok mnie.
- Ciekawe.- rozejrzałam się po wnętrzu, pełno grafiti, mnóstwo narzędzi, których nigdy nie widziałam na oczy.Zauważyłam butle.. Dużo butli z napisem,,NOS" zmarszczyłam brwi i podeszłam bliżej.
- Nigdy nie widziałaś Nitra?- spytał Harry z cwaniackim uśmiechem.
- Oczywiście, że widziałam.- pośpiesznie się odwróciłam.
- Liam zabierz ją do domu, to potrwa.- odezwał się Zayn ,który wychylił się zza mojego auta.
- Jasne.- szatyn spojrzał na mnie wyczekująco i ruszył do drzwi od domu. Otworzył je a mi ukazało się wnętrze, nie było w nim nic nadzwyczajnego, normalny rodzinny dom.
- Cóż nie jest taki jak twój, ale powiem.. Czuj się jak u siebie.- Liam zdjął trampki i ruszył przez korytarz. Kiedy weszłam do salonu zauważyłam graffiti w oprawkach, na prawdę ktoś miał talent.
- To robota Zayna i Harrego, są najlepsi. To znaczy.. Emn, po prostu dobrze malują.- podrapał się po głowie, a ja spojrzałam z uznaniem na prace.
- Czemu się tu przeprowadziliście?- spytałam ciekawa.
- Cóż, myślę ,że to nie pora na takie rozmowy. Jeszcze.- uśmiechnął się i wszedł chyba do kuchni, bo po chwili wrócił z dwiema butelkami wody.
- A.. Mogłabym zadać jedno pytanie?- splotłam ręce w niewinnym geście, nie uszło to uwadze Liama, który uśmiechnął się, kręcąc głową.
- Zależy o co..?
- Więc.. Kiedy się poznaliśmy, Zayn przedstawiał was kolejno, jednak Niall.. Jak mógł zapomnieć jego imienia?- odebrałam wodę od chłopaka, wyczekując odpowiedzi.
- Po prostu, chcieliśmy pokazać takiej lafiryndzie, że jesteśmy groźny, a że Zayn wygląda najmroczniej z nas.. Niall wydaje się najłagodniejszy i potrafią grać to..- nie dałam mu dokończyć , bo roześmiałam się..
- Czyli to była ustawka?!- zrobiłam duże oczy
- Tak, chyba tak.- sam zaczął cicho się śmiać..
- Czemu Harry mnie nie lubi?- spoważniałam,kiedy usiedliśmy na kanapie.
- Nie lubi? On za tobą szaleje, gdyby nie on nie pomoglibyśmy ci, po zatem on uważa ,że nie jesteś taka jak reszta twoich.. przyjaciół. A my mu zaufaliśmy, kiedy zobaczyłam sytuacje z twoim ojcem, wtedy sam pomyślałam ,że musisz dużo przeżywać..- trochę gubił się w tej wypowiedzi, jednak pod koniec uśmiechnął się pocieszająco.
- Nie powinnam z tobą o tym rozmawiać. Nikt nie miał wiedzieć.- zaczęłam panikować.
- Ej spokojnie, Harry się tylko droczył , był zły bo nie przyjęłaś jego przeprosin, nikomu nie powiemy, Debby.- położył dłoń na moim ramieniu.
- Przeprosin? Gdybyś był na moim miejscu też byś ich nie przyjął. Jednak muszę wam podziękować. Niestety, nie możemy utrzymywać kontaktów, gdyby ktokolwiek doniósł mojemu ojcu..- przerwał mi
- Pobił by cię?- spytał
- Co?! Nie, mój ojciec nigdy.. Tylko raz, to był jedyny raz. Przysięgam! On..Krzyczał, ale nigdy mnie nie uderzył, wierzysz mi prawda?- spojrzałam na niego z nadzieją.
- Debby, zachowujesz się trochę jak wariatka, mam wrażenie ,że twoje oczy mnie zaraz zabiją..- zaśmiał się lekko.
- Umm przepraszam, panika.- zaczęłam przygryzać dolną wargę
- Wieże ci, jednak Harry.. On nie zaufa ci tak szybko.- zrobił zmartwioną minę.
- Powiedziałeś ,że za mną szaleje..
- Co? Cholera, zabije mnie za to!- walnął się otwartą dłonią w czoło.- Boże, nie mów mu, proszę.- szybko pokiwałam głową na tak.
- Wracając, nie możemy się spotykać , Harry mi nie ufa, ojciec zabrania, reszta moich znajomych.. Nawet nie chce myśleć co by zrobili gdyby ktoś im powiedział ,że tu byłam..- wstałam w kanapy, trzymając pełną butelkę wody.
- Od ilu lat ojciec cię zmusza, do trzymania się z nimi i nie mów ,że to nie on, bo i tak wiem ,że to prawda.
- Od 3 lat..- powiedziałam cicho i spuściłam głowę..
- Chcesz mi powiedzieć, że od 3 lat musisz się z nimi użerać?!- wstał
- Um.. Nie jest najgorzej.. Chodzimy na imprezy, bankiety, bale, do teatru..- spojrzałam na jego twarz, stał z otwartą buzią.
- I ty jeszcze jesteś normalna?- zapytał dość piskliwym głosem.
- Obawiam się ,że nie.- zaśmiałam się nerwowo.
- Tak strasznie ci współczuje, mam nadzieję ,że znajdziemy sposób , aby cię jakoś odizolować i dać ci się wyszaleć , przy odpowiedniej opiece , oczywiście.- lekko się uśmiechnął i zaczął iść z powrotem do na dwór.
- To niemożliwe- odpowiedziałam smutnym głosem..
- Z nami wszystko jest możliwe, prawda?- spytał głośniej, aby przypomnieć reszcie ,że także tu jesteśmy.
- Jasne.- podszedł do mnie Niall i wskazał na butelkę wody.- Będziesz to pić?- zapytał
- Nie, możesz wziąć.- oddałam mu, na co ten uśmiechnął się do mnie.
- Niall, serio?- Liam zrobił dziwną minę ,kiedy blondyn oblał się woda.
- Widzisz,kiedy się coś robi jest gorąco, drogi Liam'ie.- Niall opryskał kilkoma kroplami mnie i wyrzucając do kubła, pozbył się plastiku.
- Niall durniu jest wrzesień, ja nie będę w nocy wstawał i przynosił ci ciepłej herbatki.- do naszej rozmowy dołączył Harry,który wycierał ręcę w jakąś szmatkę.
- I tak to Liam zawsze robi najlepszą herbatkę.- Niall wytknął Harry'emu język.
- Będziecie tak stać i kłócić się o herbatkę czy może jednak nam ktoś pomorze?- spytał Zayn,który.. właściwie nie wiem co robił.
- Nie możemy zrobić przerwy?-jęknął Niall
- Ten tylko o jednym. Lou pojechał po lampy, więc masz wolne.- zaśmiał się, rzucając w blondyna ścierką.
-Eeem, czy długo to potrwa?- spytał lekko zawstydzona.
- Nie, jeszcze może 30 minut. Pasuje?- Zayn uśmiechnął się do mnie.
- Tak, a ile wam zapłacić za naprawę? Umm nie mam zbyt dużo gotówki. Mogłabym przelać na wasze konto, lub dać jakąś bransoletkę..- motałam się
- Ejeje. Spokojnie. Nic nie musisz płacić.- Harry zaśmiał się
- Jak to nie? Naprawiliście mi auto. Coś muszę wam dać.- zmarszczyłam nos.
- Powiedzmy,że odpłacisz w naturze.- zza rogu wyszedł Louis z cwaniackim uśmiechem.
- Lou.- skarcił go Liam
- No co?- puścił mi oczko, na co spuściłam wzrok.
- Okej, Debby. Tylko wstawię te lampy i możesz uciekać.- Zayn znowu zniknął za tyłem mojego różowego wozu.
- Chodźmy na chwilę do domu, zimno jak cholera. A Debby ma czerwony nos.- Niall śmiesznie tupiąc nogami pobiegł do domu. Wszyscy ruszyliśmy za nim.
- Faktycznie masz czerwony nos.- zauważył Harry,który puścił mnie w drzwiach. Pokręciłam tylko głową w dezaprobacie i skierowałam się do salonu.
------------------------------------------------------------------
Taki sobie rozdział :) Nwm ,kiedy kolejny gdyż iż zaczęła się gimbaza.. :(
-Debby?- ocknęłam się, zauważając przed sobą zmartwionego Maxa.
- Tak?- spytałam
- Stałaś jakiś czas.. Kręcąc głową.. w porządku?- uśmiechnął się pocieszająco.
-Tak, przepraszam. Muszę iść jeszcze dziś wieczorem na jakąś przeklętą imprezę.- przetarłam twarz dłońmi.
- Impreza? Dziś jest pierwszy dzień szkoły, swoją drogą opuściłaś go.. I teraz idziesz na imprezę?- spytał zdezorientowany, kiedy staliśmy już przed drzwiami.
- Max.. Po prostu.. Ja.. Sama nie wiem, wszystko się zaczęło, ale jest jeszcze gorzej niż zwykle. Nie mogę tego nawet ubrać w odpowiednim zdaniu.- odetchnęłam głębiej.
- Twój samochód został pod szkołą. Zawiozę cię tam.- Max odpuścił drążenie tego tematu i ruszyliśmy do jego auta.
- Do zobaczenia po jutrze, przyjadę z nową sukienką.- uśmiechnął się na pożegnanie i odjechał. Wsiadłam do mojego nieszczęsnego wozu i wycofałam nim z parkingu, może i nie był jakoś specjalnie w moim guście, ale przynajmniej jego silnik. Z rozmyśleń wyrwał mnie głośny dźwięk , a sama odleciałam trochę w przód , choć pas bezpieczeństwa silnie utrzymywał mnie na miejscu, spojrzałam przerażona i zdezorientowana w lusterko i zauważyłam ,że auto za mną z piskiem opon i rozwaloną przednią maską odjeżdża.
-Cholera!- wrzasnęłam ,kiedy zobaczyłam tyły mojego auta.. Zmasakrowany! Ojciec mnie zabije! Szybko wybiłam numer Kristen. Nie odpowiada, tak samo jak i reszta. Walić to! Kopnęłam z całej siły w oponę od samochodu tak ,że aż miałam ochotę krzyczeć z bólu, podskakując na jednej nodze z powrotem poszłam sprawdzić jak poważne są wgniecenia. No cóż ekspertem nie jestem, ale skoro nie chce odpalić , coś na pewno jest nie tak, prawe światło.. Em.. Prawego światła nie było.. Wgniecenie wyglądało nieszkodliwie.. Niestety lewy bok,który rąbnął w drzewo.. O mój boże, już nie żyje. Nagle zza zakrętu wyjechały dwa przeklęte Range Rovery, a myślałam ,że gorzej już być nie może. Oczywiście zatrzymały się. Jak żeby inaczej!
- Uuu widzę ,że grubo.- dla mojego szczęścia, lub nie podszedł do mnie blondyn.. Niall?
- Tak praktycznie.. To nic takiego, drobna stłuczka, zaraz powinni się tu pojawić moi znajomi.- powiedziałam lekko, z uniesioną głową, zauważając sylwetki reszty tej..Bandy..
- No oczom nie wieże, barbie?- Harry złapał się za poliki i rozdziawił usta, na co Louis parsknął śmiechem.
- Widzisz, samochód też ma plastikowy.- Lokers dźgnął Niall w bok.
- Taa. Pośmiałeś się już?- warknęłam w jego stronę.
- Um. Taa. Twoi znajomi są bardziej zajęci, właśnie ktoś wybił okno w domu Kevina, wszyscy tam są.- zaśmiał się z przekąsem.
- Więc poczekam.- usiadłam za kierownicą.
- Serio? Będziesz czekać, aż twoi pseudo przyjaciele ci pomogą? Naiwna jesteś, po prostu daj sobie pomóc.- odezwał się Liam, który wydawał się najnormalniejszy.
- Wolałabym spędzić tu noc niż przyjąć pomoc od waszej bandy.- odburknęłam
- Mówisz tak bo jesteś taka, czy po prostu boisz się konsekwencji? Ojciec, przyjaciele..- wyliczał
- Przestań! Ojciec zakazał mi spotykania się z wami.- powiedziałam zerkając na ich miny.
- I zagroził ,że cię pobije?! No błagam, nikomu nie powiemy. Zayn doholuje twój samochód, powiesz ,że pomogli ci życzliwi ludzie.- wyparował Harry
- Życzliwi ludzie?! To przez was mój ojciec był zły! Co robiliście na boisku?!-wyszłam z auta,trzaskając drzwiczkami.
- Wyobraź sobie, że rozgoniliśmy małolaty,które zrobiły na środku murawy ognisko.- wypalił , a mi zabrakło pary w gębie.
- Nawiasem mówiąc, to twój ojciec nam nie uwierzył, kiedy Harry zaczął mówić ,że chyba niedosłyszy, ten go uderzył. To jest normalne? A potem skierował swój gniew na ciebie, bo zapobiegłaś bójce?! - Liam podszedł bliżej i wyjął moją torbę z samochodu.- Chodź, nasza banda nie zostawi cię tu.- lekko się uśmiechnął, a ja ze spuszczoną głową poszłam za nim, uprzednio oddając klucze Zaynowi. Widziałam jak reszta bierze z wozu jakąś line, przypuszczam ,że holowniczą i jak mój samochód jedzie jakoś za samochodem, do mnie i Liama dołączył jeszcze Louis i Niall, którzy usiedli z przodu.
- Gdzie jedziemy?- spytałam nerwowym głosem, nie wiem dlaczego, ale czułabym się lepiej gdyby był tu Harry, w końcu go znałam odrobinę dłużej.
- Zawieziemy twój samochód do nas, a potem sprawdzimy co mu dolega..- powiedział z uśmiechem Liam.
- A co ze mną?- znowu drżał mi głos
- Po prostu pokażemy ci ,że nie jesteśmy bandą wrednych 19- latków.- zaśmiał się
Droga była nawet miła,choć panowała krępująca cisza, przerywana tylko kilkoma przekleństwami Louisa ,który prowadził. Dojechaliśmy na dość dużą posesję, dom nie był super wypasiony, jednak nie należał do biednych. Cóż porównując do mojego.. Rezydencja Raynów, była w naszej rodzinie od wieków, była na prawdę ogromna i piękna. Wyskoczyliśmy z auta, zauważyłam ,że drzwi od garażu są otwarte, więc razem z Liamem poszliśmy w tamtą stronę.
- Wow.- wymsknęło mi się ,kiedy zobaczyłam moje auto bez maski, oraz Harrego i Zayna ,którzy w roboczych spodniach grzebali coś przy narzędziach.
- Mówiłem ,że zobaczymy co mu dolega.- Liam odłożył moją torbę na małym stoliku i podszedł do chłopaków.
- Jesteście mechanikami?- zapytałam zdziwiona
- Powiedzmy ,że.. Lubimy podrasowywać auta, naprawić co nieco też potrafimy.- odezwał się Niall,który znalazł się obok mnie.
- Ciekawe.- rozejrzałam się po wnętrzu, pełno grafiti, mnóstwo narzędzi, których nigdy nie widziałam na oczy.Zauważyłam butle.. Dużo butli z napisem,,NOS" zmarszczyłam brwi i podeszłam bliżej.
- Nigdy nie widziałaś Nitra?- spytał Harry z cwaniackim uśmiechem.
- Oczywiście, że widziałam.- pośpiesznie się odwróciłam.
- Liam zabierz ją do domu, to potrwa.- odezwał się Zayn ,który wychylił się zza mojego auta.
- Jasne.- szatyn spojrzał na mnie wyczekująco i ruszył do drzwi od domu. Otworzył je a mi ukazało się wnętrze, nie było w nim nic nadzwyczajnego, normalny rodzinny dom.
- Cóż nie jest taki jak twój, ale powiem.. Czuj się jak u siebie.- Liam zdjął trampki i ruszył przez korytarz. Kiedy weszłam do salonu zauważyłam graffiti w oprawkach, na prawdę ktoś miał talent.
- To robota Zayna i Harrego, są najlepsi. To znaczy.. Emn, po prostu dobrze malują.- podrapał się po głowie, a ja spojrzałam z uznaniem na prace.
- Czemu się tu przeprowadziliście?- spytałam ciekawa.
- Cóż, myślę ,że to nie pora na takie rozmowy. Jeszcze.- uśmiechnął się i wszedł chyba do kuchni, bo po chwili wrócił z dwiema butelkami wody.
- A.. Mogłabym zadać jedno pytanie?- splotłam ręce w niewinnym geście, nie uszło to uwadze Liama, który uśmiechnął się, kręcąc głową.
- Zależy o co..?
- Więc.. Kiedy się poznaliśmy, Zayn przedstawiał was kolejno, jednak Niall.. Jak mógł zapomnieć jego imienia?- odebrałam wodę od chłopaka, wyczekując odpowiedzi.
- Po prostu, chcieliśmy pokazać takiej lafiryndzie, że jesteśmy groźny, a że Zayn wygląda najmroczniej z nas.. Niall wydaje się najłagodniejszy i potrafią grać to..- nie dałam mu dokończyć , bo roześmiałam się..
- Czyli to była ustawka?!- zrobiłam duże oczy
- Tak, chyba tak.- sam zaczął cicho się śmiać..
- Czemu Harry mnie nie lubi?- spoważniałam,kiedy usiedliśmy na kanapie.
- Nie lubi? On za tobą szaleje, gdyby nie on nie pomoglibyśmy ci, po zatem on uważa ,że nie jesteś taka jak reszta twoich.. przyjaciół. A my mu zaufaliśmy, kiedy zobaczyłam sytuacje z twoim ojcem, wtedy sam pomyślałam ,że musisz dużo przeżywać..- trochę gubił się w tej wypowiedzi, jednak pod koniec uśmiechnął się pocieszająco.
- Nie powinnam z tobą o tym rozmawiać. Nikt nie miał wiedzieć.- zaczęłam panikować.
- Ej spokojnie, Harry się tylko droczył , był zły bo nie przyjęłaś jego przeprosin, nikomu nie powiemy, Debby.- położył dłoń na moim ramieniu.
- Przeprosin? Gdybyś był na moim miejscu też byś ich nie przyjął. Jednak muszę wam podziękować. Niestety, nie możemy utrzymywać kontaktów, gdyby ktokolwiek doniósł mojemu ojcu..- przerwał mi
- Pobił by cię?- spytał
- Co?! Nie, mój ojciec nigdy.. Tylko raz, to był jedyny raz. Przysięgam! On..Krzyczał, ale nigdy mnie nie uderzył, wierzysz mi prawda?- spojrzałam na niego z nadzieją.
- Debby, zachowujesz się trochę jak wariatka, mam wrażenie ,że twoje oczy mnie zaraz zabiją..- zaśmiał się lekko.
- Umm przepraszam, panika.- zaczęłam przygryzać dolną wargę
- Wieże ci, jednak Harry.. On nie zaufa ci tak szybko.- zrobił zmartwioną minę.
- Powiedziałeś ,że za mną szaleje..
- Co? Cholera, zabije mnie za to!- walnął się otwartą dłonią w czoło.- Boże, nie mów mu, proszę.- szybko pokiwałam głową na tak.
- Wracając, nie możemy się spotykać , Harry mi nie ufa, ojciec zabrania, reszta moich znajomych.. Nawet nie chce myśleć co by zrobili gdyby ktoś im powiedział ,że tu byłam..- wstałam w kanapy, trzymając pełną butelkę wody.
- Od ilu lat ojciec cię zmusza, do trzymania się z nimi i nie mów ,że to nie on, bo i tak wiem ,że to prawda.
- Od 3 lat..- powiedziałam cicho i spuściłam głowę..
- Chcesz mi powiedzieć, że od 3 lat musisz się z nimi użerać?!- wstał
- Um.. Nie jest najgorzej.. Chodzimy na imprezy, bankiety, bale, do teatru..- spojrzałam na jego twarz, stał z otwartą buzią.
- I ty jeszcze jesteś normalna?- zapytał dość piskliwym głosem.
- Obawiam się ,że nie.- zaśmiałam się nerwowo.
- Tak strasznie ci współczuje, mam nadzieję ,że znajdziemy sposób , aby cię jakoś odizolować i dać ci się wyszaleć , przy odpowiedniej opiece , oczywiście.- lekko się uśmiechnął i zaczął iść z powrotem do na dwór.
- To niemożliwe- odpowiedziałam smutnym głosem..
- Z nami wszystko jest możliwe, prawda?- spytał głośniej, aby przypomnieć reszcie ,że także tu jesteśmy.
- Jasne.- podszedł do mnie Niall i wskazał na butelkę wody.- Będziesz to pić?- zapytał
- Nie, możesz wziąć.- oddałam mu, na co ten uśmiechnął się do mnie.
- Niall, serio?- Liam zrobił dziwną minę ,kiedy blondyn oblał się woda.
- Widzisz,kiedy się coś robi jest gorąco, drogi Liam'ie.- Niall opryskał kilkoma kroplami mnie i wyrzucając do kubła, pozbył się plastiku.
- Niall durniu jest wrzesień, ja nie będę w nocy wstawał i przynosił ci ciepłej herbatki.- do naszej rozmowy dołączył Harry,który wycierał ręcę w jakąś szmatkę.
- I tak to Liam zawsze robi najlepszą herbatkę.- Niall wytknął Harry'emu język.
- Będziecie tak stać i kłócić się o herbatkę czy może jednak nam ktoś pomorze?- spytał Zayn,który.. właściwie nie wiem co robił.
- Nie możemy zrobić przerwy?-jęknął Niall
- Ten tylko o jednym. Lou pojechał po lampy, więc masz wolne.- zaśmiał się, rzucając w blondyna ścierką.
-Eeem, czy długo to potrwa?- spytał lekko zawstydzona.
- Nie, jeszcze może 30 minut. Pasuje?- Zayn uśmiechnął się do mnie.
- Tak, a ile wam zapłacić za naprawę? Umm nie mam zbyt dużo gotówki. Mogłabym przelać na wasze konto, lub dać jakąś bransoletkę..- motałam się
- Ejeje. Spokojnie. Nic nie musisz płacić.- Harry zaśmiał się
- Jak to nie? Naprawiliście mi auto. Coś muszę wam dać.- zmarszczyłam nos.
- Powiedzmy,że odpłacisz w naturze.- zza rogu wyszedł Louis z cwaniackim uśmiechem.
- Lou.- skarcił go Liam
- No co?- puścił mi oczko, na co spuściłam wzrok.
- Okej, Debby. Tylko wstawię te lampy i możesz uciekać.- Zayn znowu zniknął za tyłem mojego różowego wozu.
- Chodźmy na chwilę do domu, zimno jak cholera. A Debby ma czerwony nos.- Niall śmiesznie tupiąc nogami pobiegł do domu. Wszyscy ruszyliśmy za nim.
- Faktycznie masz czerwony nos.- zauważył Harry,który puścił mnie w drzwiach. Pokręciłam tylko głową w dezaprobacie i skierowałam się do salonu.
------------------------------------------------------------------
Taki sobie rozdział :) Nwm ,kiedy kolejny gdyż iż zaczęła się gimbaza.. :(
wtorek, 26 sierpnia 2014
Rozdział 3
Obudził mnie dźwięk budzika. Świetnie dziś pierwszy dzień szkoły. Przetarłam zaspane oczy po czym wstałam , nakładając na nogi kapcie. Doszłam do łazienki ,gdzie wykonałam poranną toaletę i uczesałam włosy. Na szczęście mój policzek nie był już czerwony, jednak czułam lekki ból. W bieliźnie wróciłam do pokoju i znalazłam odpowiedni strój czyli: Czarne dżinsy i standardową zieloną bluzkę przedłużaną z tyłu z rękawami 3/4. Włożyłam ładny wisiorek i pasujące kolczyki, po czym nałożyłam delikatny makijaż. Zabrałam z biurka torbę i wyszłam z sypialni. W jadalni oczywiście czekały na mnie płatki z jogurtem naturalnym i sok pomarańczowy. Jako ,że nie byłam głodna wypiłam tylko napój. W korytarzu założyłam swoje vansy i zabierając kluczyki do samochodu wyszłam z domu. Wsiadłam do auta i upewniając się ,że wszystko mam odjechałam z tej przeklętej posesji. Byłam na parkingu prawie pierwsza, oczywiście moje miejsce było wolne, więc zaparkowałam tam i postanowiłam posłuchać muzyki i poczekać aż reszta uczniów zjedzie się na lekcje. Puściłam swoją ulubioną playlistę i zaczęłam rozmyślać ,kiedy nagle obok mojego wozu zaparkowały nieszczęsne dwa Range Rovery. Założyłam okulary przeciw słoneczne i obróciłam się w drugą stronę.
- Proszę ,proszę. Debby . Jesteś tak wzorową uczennicą ,że pojawiasz się pierwsza w szkole? Myślałem ,że pojechałaś na imprezę z ojczulkiem i nie będzie cię dziś ..- usłyszałam głos Harrego.
- Przeliczyłeś się.- odpowiedziałam ponuro.
- Harry , odpuść.- odezwał się Zayn, omotał jeszcze raz spojrzeniem moją osobę i ruszyli w stronę szkoły. Odetchnęłam z ulgą ,kiedy przy wjeździe zauważyłam samochód Jessy'ego. Dość sprawie zaparkował auto obok mojego i wyszedł z niego razem z Kristen i Oliverem.
- Hej.- przywitałam się , uśmiechając się przy tym lekko. Jednak reszta miała nieco inne humory..
-Hej?! Do cholery z twoim hej! Wiesz co ludzie gadają o twoim ojcu?!- naskoczyła na mnie Kristen
-C-co?- spytałam przerażona.
-Boże! Dziewczyno! Nie zgrywaj się! Podpisał umowę z największą korporacją w Londynie! Chyba nigdy nie wybaczę ci ,że nam tego nie powiedziałaś!- chłopcy wybuchnęli śmiechem a ja odetchnęłam z ogromną ulgą.
-Taa , no wiesz dowiedziałam się dziś.- podrapałam się po głowie zakłopotana.
- Iii?- Kristen gestykulowała ręką abym dalej prowadziła dialog.
-No , to tyle?- zaśmiałam się z własnej niewiedzy.
- No nie mów ,że nie powinniśmy tego oblać!- znowu wszyscy się roześmiali a ja tylko zrobiłam głupią minę.
- No tak. Gapa ze mnie. Jedziemy dziś do clubu?- spytałam ,kiedy wyszłam z samochodu, Jessy wziął mnie pod ramię i ruszyliśmy.
- Oj tak, gapa. Jene znalazła nowy club. Powinniśmy się tam wybrać. - Oliver zabrał głos w rozmowie
- Jasne , to o której?- spytał Jessy
- Myślę ,że o 20 powinniśmy zacząć się zbierać pod dom Jene. Ona powie nam jak i gdzie dojechać. A i swoją drogą. Nie będzie dziś jej w szkole , razem z Kevinem wyjechali z rodzicami. Sam nie wiem gdzie.- wzruszył ramionami.
-No to uzgodnione.- Kristen weszła do klasy jako pierwsza. Tym razem nasze ławki były puste. Nowi siedzieli w ławkach jeszcze dalej. Usiedliśmy jak zwykle czyli od prawej: Ja,Jessy,Kristen,Oliver i dwa miejsca wolne dla reszty. Pierwsza lekcja , supeer.
Było nudno, a profesor jak zwykle na pierwszych lekcjach omawiał jakże świetny podręcznik.
Bałam się ,że wszyscy wiedzą co się wczoraj stało. Co zrobi ojciec jeśli się dowie ,że ta sprawa wyszła. Z tych całych nerwów zrobiło mi się słabo.
- Debby. Dobrze się czujesz?- spytał profesor a cała klasa spojrzała na mnie.
-Chyba odrobinkę mi słabo.- odezwałam się słabym głosem.
- Zabiorę ją do pielęgniarki, profesorze.- usłyszałam głos..Co do cholery?! Harrego?!
-Nie, nie ma potrzeby.- szybko chciałam się wycofać , zanim ten podszedł do mnie , złapał w pasie i wyszedł z klasy.
-Puść mnie. - wybełkotałam
-Jasne.- zaśmiał się i tyle pamiętam. Upadłam na niego i zemdlałam. Budząc się zauważyłam nad sobą jego sylwetkę,pochylającą się nade mną.. Pomrugałam kilka razy i ostrość obrazu polepszyła się.
- Barbie się obudziła?- spytał , mówiąc to głosem jak do dziecka.
-Spadaj. Gdzie jestem?- spytałam , w ogóle nie przejmując się jego słowami.
- U pielęgniarki. Tyle ,że jej nie ma ,więc sam się tobą zająłem.- powiedział normalnie. Szybko zerwałam się z łóżka i zaczęłam dotykać całego ciała. Wszystko na miejscu, ubrania są. Odetchnęłam z ulgą.
- Bez stresu. Po prostu przyniosłem cię tu i czekałem aż się obudzisz. Nie interesują mnie plastikowe barbie.- prychnął wstając. Chociaż go nie lubiłam, to i tak przykro było mi słyszeć takie słowa. Wstałam i właśnie miałam łapać za klamkę ,kiedy ten zagrodził mi drogę.
-Przepraszam. - powiedział nie patrząc mi w oczy. Na szczere przeprosiny mi to nie wyglądało..
- Ok.- powiedziałam tylko i skierowałam się z powrotem do klasy. Chłopak pobiegł za mną i po kilku sekundach już dotrzymywał mi kroku.
-Przeprosiłem, więc o co się droczysz?- spytał łapiąc mnie za ramię abym się zatrzymała.
-Po prostu mnie zostaw.- powiedziałam na jednym wdechu i zdjęłam jego dłoń z mojego ramienia. Włożył obie ręce do kieszeni i patrzył na mnie speszony?
- Przepraszam za wczoraj.. Nie chciałem się do ciebie tak odzywać. Ja..Nie lubię ,kiedy ktoś mi odmawia..- chłopak spojrzał na mnie wyczekująco.
-I czego oczekujesz? Co mi to dało? Wpadłeś do tej szkoły dwa dni temu. W te dwa dni zdążyłeś razem ze swoimi kumplami sprawić mi więcej problemów niż ktokolwiek w całym moim życiu. Nie znam cię. Wiem ,że masz na imię Harry, jesteś nowy. Do tego jesteś uparty,wredny i masz zmienne humorki jak kobieta w ciąży. Powiedz mi czego chcesz.
- J-aa , po prostu..- zmarszczył brwi i dodał odchodząc- Już nic, zapomnij. Nie będę się więcej narzucał.- zniknął za rogiem, usiadłam na ławeczce obok mojej klasy i schowałam twarz w dłoniach. Co się do cholery dzieje?! Stwierdziłam ,że lepiej jeśli poproszę Maxa o przyjazd po mnie pod szkołę, po może 10 minutach zauważyłam go na holu szkoły.
- Bogu dzięki ,że cię znalazłem. Co jest?- spytał zdyszany.
-Chce jechać do domu.- powiedziałam głosem małej dziewczynki
- Ochh. Ok. Porozmawiam z twoim nauczycielem. Co mam mu powiedzieć?- spytał łapiąc za klamkę
- Że jesteś moim wujkiem. Powiedz ,że źle się czuje a mój ojciec pracuje.- powiedziałam szybko
-Widzę ,że nie marnowałaś czasu.- zaśmiał się i wszedł do pomieszczenia. Z uśmiechem na twarzy zauważyłam ,że Max'owi udało się namówić nauczyciela na zwolnienie mnie z lekcji.
- Tak strasznie ci dziękuje.- powiedziałam mu ,kiedy siedzieliśmy w aucie.
- Nie masz za co. I tak oczekuje wyjaśnień , a swoją drogą. Mam nadzieję ,że miałaś już ospę?- spytał. Co? O co mu chodzi? Widząc mój wyraz twarzy, wyjaśnił.
-Jeśli mam rozumieć to jedziemy do mnie, a Isaac ma ospę wietrzną, więc nie chce cię narażać.- powiedział zerkając na mnie.
- Tak. Przeszłam ospę w wieku 10 lat. Przecież Isaac ma 16, nie jest za stary?- spytałam, marszcząc brwi.
- Debby. Zachorować się da nawet w moim wieku. Choć ja już miałem tę wysypkę. Co do Eve, ona na ten czas wyprowadziła się do swojej matki.- Achh tak strasznie zazdroszczę Isaacowi. Ma świetnego ojca, choć Max nie jest jego biologicznym tatą , ten i tak go tak nazywa. Eve jest cudowną i uczuciową kobietą, idealną dla Maxa, nawet jeśli jest ona od niego o dwa lata starsza. Max jako 35 letni mężczyzna jest na prawdę przystojny!
- Nieźle. Potowarzyszę Isaacowi. Może znowu spróbuję mu wytłumaczyć matmę.- uśmiechnęłam się lekko.
- Zmieniając temat. Czemu chciałaś dziś wrócić do domu?- spytał zatrzymując się na czerwonym świetle.
- Po prostu.. Miałam zawroty głowy, to przez nerwy. Tyle się dzieje..- motałam się w własnych słowach.
-Debby.W pierwszym dniu szkoły?- powiedziałam patrząc na mnie w lusterku
- Po prostu ojciec, za dużo wymaga, cały czas jest nie ufny, Harry też wszystko komplikuje. On wie, Max. Nie mam pojęcia skąd , ale on wie co myślę o Jene i Kevinie.. Rozumiesz? Jeśli on powie komukolwiek, ojciec mnie zabije!- walnęłam ręką w drzwi od auta, powstrzymując łzy , które niebezpiecznie balansowały w moich oczach.
- Jest aż tak źle?- spytał marszcząc brwi
-Nie, jest jeszcze gorzej!- spojrzałam na niego, w jego oczach widziałam współczucie.
- Może.. Da się temu Harremu przemówić do rozumu? No nie wiem.. Zapłacić?- zatrzymał się pod jego domem.
- Nie mam pojęcia, mam wrażenie ,że on po prostu mnie nie lubi.- stwierdziłam odpinając pas bezpieczeństwa. Wyszliśmy z auta , po czym Max pewnym krokiem ruszył do domu.
- Isaac! Jestem!- wrzasnął zapalając światło w dość ciemnym korytarzu. Cóż jedno mogę powiedzieć, kiedy zauważyłam Isaaca w samych bokserkach i krostkach.. Kto by się nie śmiał?
- Cześć. -powiedziałam prawie parskając śmiechem. ten zgromił mnie spojrzeniem i odburknął coś w odpowiedzi.
- Mama dzwoniła?- spytał się Maxa,który nalewał sok jabłkowy do szklanek, jedną z nich podając mi , za co podziękowałam.
- Tak, stwierdziła, że wróci za 3 dni. Ona chyba na prawdę boi się ospy.- zaśmiał się starszy
- Tak właściwie.. Co ty tu robisz Debb?- spytał podnosząc jedną brew i dodając - Jeśli przyszłaś się pośmiać..- zniżył ton głosu na bardziej poważny.
-Ja? Chyba wiesz ,że nie śmieje się z chorych ludzi.- powiedziałam łapiąc się za serce.
- Ochh, tak zapomniałem jaka jesteś wspaniała. Przepraszam Debby.- powiedział ironicznie i wbiegł z powrotem po schodach.
- Nie złość się, przygotuj ksiąski wytłumaczę twoje ostatnie notatki.- krzyknęłam, jednak w odpowiedzi usłyszałam tylko ,,super.". Max posłał mi lekki uśmiech , upiłam łyk soku i odstawiłam naczynie na blat.
- Na prawdę myślisz ,że mogę mu zapłacić?- po chwili ciszy odezwałam się
- Cóż myślę , że jako nastolatek chciałbym dostać jakieś pieniądze..- podrapał się po głowie.
- Mam nadzieję, a teraz wybacz , idę do Isaaca.- razem ze szkolną torbą ruszyłam po schodach..
-----------------------------------------------------
No więc, jest 3 rozdział! Są w nim prawdopodobnie jakieś błędy, za co przepraszam. Czas,czas. Mało go. Nie mam pojęcia ,kiedy pojawi się kolejny. Mam nadzieje na jakiekolwiek opinie w komentarzach. Strasznie mi zależy. :) Miłego (mam nadzieję) czytania <3
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)