Isaac był chyba najgorszym uczniem jakiego znałam. Ten chłopak na prawdę potrzebował silnej pomocy profesora od matematyki. Tak, więc po usilnych staraniach, do mózgu Isaaca dotarł może jeden temat z 4 do przerobienia, jednak powinnam mu podziękować , ponieważ choć na chwilę zapomniałam o wszystkich nurtujących mnie pytaniach. Skąd do cholery Harry wie o mnie? Może po prostu to widać? Za mało się staram?
-Debby?- ocknęłam się, zauważając przed sobą zmartwionego Maxa.
- Tak?- spytałam
- Stałaś jakiś czas.. Kręcąc głową.. w porządku?- uśmiechnął się pocieszająco.
-Tak, przepraszam. Muszę iść jeszcze dziś wieczorem na jakąś przeklętą imprezę.- przetarłam twarz dłońmi.
- Impreza? Dziś jest pierwszy dzień szkoły, swoją drogą opuściłaś go.. I teraz idziesz na imprezę?- spytał zdezorientowany, kiedy staliśmy już przed drzwiami.
- Max.. Po prostu.. Ja.. Sama nie wiem, wszystko się zaczęło, ale jest jeszcze gorzej niż zwykle. Nie mogę tego nawet ubrać w odpowiednim zdaniu.- odetchnęłam głębiej.
- Twój samochód został pod szkołą. Zawiozę cię tam.- Max odpuścił drążenie tego tematu i ruszyliśmy do jego auta.
- Do zobaczenia po jutrze, przyjadę z nową sukienką.- uśmiechnął się na pożegnanie i odjechał. Wsiadłam do mojego nieszczęsnego wozu i wycofałam nim z parkingu, może i nie był jakoś specjalnie w moim guście, ale przynajmniej jego silnik. Z rozmyśleń wyrwał mnie głośny dźwięk , a sama odleciałam trochę w przód , choć pas bezpieczeństwa silnie utrzymywał mnie na miejscu, spojrzałam przerażona i zdezorientowana w lusterko i zauważyłam ,że auto za mną z piskiem opon i rozwaloną przednią maską odjeżdża.
-Cholera!- wrzasnęłam ,kiedy zobaczyłam tyły mojego auta.. Zmasakrowany! Ojciec mnie zabije! Szybko wybiłam numer Kristen. Nie odpowiada, tak samo jak i reszta. Walić to! Kopnęłam z całej siły w oponę od samochodu tak ,że aż miałam ochotę krzyczeć z bólu, podskakując na jednej nodze z powrotem poszłam sprawdzić jak poważne są wgniecenia. No cóż ekspertem nie jestem, ale skoro nie chce odpalić , coś na pewno jest nie tak, prawe światło.. Em.. Prawego światła nie było.. Wgniecenie wyglądało nieszkodliwie.. Niestety lewy bok,który rąbnął w drzewo.. O mój boże, już nie żyje. Nagle zza zakrętu wyjechały dwa przeklęte Range Rovery, a myślałam ,że gorzej już być nie może. Oczywiście zatrzymały się. Jak żeby inaczej!
- Uuu widzę ,że grubo.- dla mojego szczęścia, lub nie podszedł do mnie blondyn.. Niall?
- Tak praktycznie.. To nic takiego, drobna stłuczka, zaraz powinni się tu pojawić moi znajomi.- powiedziałam lekko, z uniesioną głową, zauważając sylwetki reszty tej..Bandy..
- No oczom nie wieże, barbie?- Harry złapał się za poliki i rozdziawił usta, na co Louis parsknął śmiechem.
- Widzisz, samochód też ma plastikowy.- Lokers dźgnął Niall w bok.
- Taa. Pośmiałeś się już?- warknęłam w jego stronę.
- Um. Taa. Twoi znajomi są bardziej zajęci, właśnie ktoś wybił okno w domu Kevina, wszyscy tam są.- zaśmiał się z przekąsem.
- Więc poczekam.- usiadłam za kierownicą.
- Serio? Będziesz czekać, aż twoi pseudo przyjaciele ci pomogą? Naiwna jesteś, po prostu daj sobie pomóc.- odezwał się Liam, który wydawał się najnormalniejszy.
- Wolałabym spędzić tu noc niż przyjąć pomoc od waszej bandy.- odburknęłam
- Mówisz tak bo jesteś taka, czy po prostu boisz się konsekwencji? Ojciec, przyjaciele..- wyliczał
- Przestań! Ojciec zakazał mi spotykania się z wami.- powiedziałam zerkając na ich miny.
- I zagroził ,że cię pobije?! No błagam, nikomu nie powiemy. Zayn doholuje twój samochód, powiesz ,że pomogli ci życzliwi ludzie.- wyparował Harry
- Życzliwi ludzie?! To przez was mój ojciec był zły! Co robiliście na boisku?!-wyszłam z auta,trzaskając drzwiczkami.
- Wyobraź sobie, że rozgoniliśmy małolaty,które zrobiły na środku murawy ognisko.- wypalił , a mi zabrakło pary w gębie.
- Nawiasem mówiąc, to twój ojciec nam nie uwierzył, kiedy Harry zaczął mówić ,że chyba niedosłyszy, ten go uderzył. To jest normalne? A potem skierował swój gniew na ciebie, bo zapobiegłaś bójce?! - Liam podszedł bliżej i wyjął moją torbę z samochodu.- Chodź, nasza banda nie zostawi cię tu.- lekko się uśmiechnął, a ja ze spuszczoną głową poszłam za nim, uprzednio oddając klucze Zaynowi. Widziałam jak reszta bierze z wozu jakąś line, przypuszczam ,że holowniczą i jak mój samochód jedzie jakoś za samochodem, do mnie i Liama dołączył jeszcze Louis i Niall, którzy usiedli z przodu.
- Gdzie jedziemy?- spytałam nerwowym głosem, nie wiem dlaczego, ale czułabym się lepiej gdyby był tu Harry, w końcu go znałam odrobinę dłużej.
- Zawieziemy twój samochód do nas, a potem sprawdzimy co mu dolega..- powiedział z uśmiechem Liam.
- A co ze mną?- znowu drżał mi głos
- Po prostu pokażemy ci ,że nie jesteśmy bandą wrednych 19- latków.- zaśmiał się
Droga była nawet miła,choć panowała krępująca cisza, przerywana tylko kilkoma przekleństwami Louisa ,który prowadził. Dojechaliśmy na dość dużą posesję, dom nie był super wypasiony, jednak nie należał do biednych. Cóż porównując do mojego.. Rezydencja Raynów, była w naszej rodzinie od wieków, była na prawdę ogromna i piękna. Wyskoczyliśmy z auta, zauważyłam ,że drzwi od garażu są otwarte, więc razem z Liamem poszliśmy w tamtą stronę.
- Wow.- wymsknęło mi się ,kiedy zobaczyłam moje auto bez maski, oraz Harrego i Zayna ,którzy w roboczych spodniach grzebali coś przy narzędziach.
- Mówiłem ,że zobaczymy co mu dolega.- Liam odłożył moją torbę na małym stoliku i podszedł do chłopaków.
- Jesteście mechanikami?- zapytałam zdziwiona
- Powiedzmy ,że.. Lubimy podrasowywać auta, naprawić co nieco też potrafimy.- odezwał się Niall,który znalazł się obok mnie.
- Ciekawe.- rozejrzałam się po wnętrzu, pełno grafiti, mnóstwo narzędzi, których nigdy nie widziałam na oczy.Zauważyłam butle.. Dużo butli z napisem,,NOS" zmarszczyłam brwi i podeszłam bliżej.
- Nigdy nie widziałaś Nitra?- spytał Harry z cwaniackim uśmiechem.
- Oczywiście, że widziałam.- pośpiesznie się odwróciłam.
- Liam zabierz ją do domu, to potrwa.- odezwał się Zayn ,który wychylił się zza mojego auta.
- Jasne.- szatyn spojrzał na mnie wyczekująco i ruszył do drzwi od domu. Otworzył je a mi ukazało się wnętrze, nie było w nim nic nadzwyczajnego, normalny rodzinny dom.
- Cóż nie jest taki jak twój, ale powiem.. Czuj się jak u siebie.- Liam zdjął trampki i ruszył przez korytarz. Kiedy weszłam do salonu zauważyłam graffiti w oprawkach, na prawdę ktoś miał talent.
- To robota Zayna i Harrego, są najlepsi. To znaczy.. Emn, po prostu dobrze malują.- podrapał się po głowie, a ja spojrzałam z uznaniem na prace.
- Czemu się tu przeprowadziliście?- spytałam ciekawa.
- Cóż, myślę ,że to nie pora na takie rozmowy. Jeszcze.- uśmiechnął się i wszedł chyba do kuchni, bo po chwili wrócił z dwiema butelkami wody.
- A.. Mogłabym zadać jedno pytanie?- splotłam ręce w niewinnym geście, nie uszło to uwadze Liama, który uśmiechnął się, kręcąc głową.
- Zależy o co..?
- Więc.. Kiedy się poznaliśmy, Zayn przedstawiał was kolejno, jednak Niall.. Jak mógł zapomnieć jego imienia?- odebrałam wodę od chłopaka, wyczekując odpowiedzi.
- Po prostu, chcieliśmy pokazać takiej lafiryndzie, że jesteśmy groźny, a że Zayn wygląda najmroczniej z nas.. Niall wydaje się najłagodniejszy i potrafią grać to..- nie dałam mu dokończyć , bo roześmiałam się..
- Czyli to była ustawka?!- zrobiłam duże oczy
- Tak, chyba tak.- sam zaczął cicho się śmiać..
- Czemu Harry mnie nie lubi?- spoważniałam,kiedy usiedliśmy na kanapie.
- Nie lubi? On za tobą szaleje, gdyby nie on nie pomoglibyśmy ci, po zatem on uważa ,że nie jesteś taka jak reszta twoich.. przyjaciół. A my mu zaufaliśmy, kiedy zobaczyłam sytuacje z twoim ojcem, wtedy sam pomyślałam ,że musisz dużo przeżywać..- trochę gubił się w tej wypowiedzi, jednak pod koniec uśmiechnął się pocieszająco.
- Nie powinnam z tobą o tym rozmawiać. Nikt nie miał wiedzieć.- zaczęłam panikować.
- Ej spokojnie, Harry się tylko droczył , był zły bo nie przyjęłaś jego przeprosin, nikomu nie powiemy, Debby.- położył dłoń na moim ramieniu.
- Przeprosin? Gdybyś był na moim miejscu też byś ich nie przyjął. Jednak muszę wam podziękować. Niestety, nie możemy utrzymywać kontaktów, gdyby ktokolwiek doniósł mojemu ojcu..- przerwał mi
- Pobił by cię?- spytał
- Co?! Nie, mój ojciec nigdy.. Tylko raz, to był jedyny raz. Przysięgam! On..Krzyczał, ale nigdy mnie nie uderzył, wierzysz mi prawda?- spojrzałam na niego z nadzieją.
- Debby, zachowujesz się trochę jak wariatka, mam wrażenie ,że twoje oczy mnie zaraz zabiją..- zaśmiał się lekko.
- Umm przepraszam, panika.- zaczęłam przygryzać dolną wargę
- Wieże ci, jednak Harry.. On nie zaufa ci tak szybko.- zrobił zmartwioną minę.
- Powiedziałeś ,że za mną szaleje..
- Co? Cholera, zabije mnie za to!- walnął się otwartą dłonią w czoło.- Boże, nie mów mu, proszę.- szybko pokiwałam głową na tak.
- Wracając, nie możemy się spotykać , Harry mi nie ufa, ojciec zabrania, reszta moich znajomych.. Nawet nie chce myśleć co by zrobili gdyby ktoś im powiedział ,że tu byłam..- wstałam w kanapy, trzymając pełną butelkę wody.
- Od ilu lat ojciec cię zmusza, do trzymania się z nimi i nie mów ,że to nie on, bo i tak wiem ,że to prawda.
- Od 3 lat..- powiedziałam cicho i spuściłam głowę..
- Chcesz mi powiedzieć, że od 3 lat musisz się z nimi użerać?!- wstał
- Um.. Nie jest najgorzej.. Chodzimy na imprezy, bankiety, bale, do teatru..- spojrzałam na jego twarz, stał z otwartą buzią.
- I ty jeszcze jesteś normalna?- zapytał dość piskliwym głosem.
- Obawiam się ,że nie.- zaśmiałam się nerwowo.
- Tak strasznie ci współczuje, mam nadzieję ,że znajdziemy sposób , aby cię jakoś odizolować i dać ci się wyszaleć , przy odpowiedniej opiece , oczywiście.- lekko się uśmiechnął i zaczął iść z powrotem do na dwór.
- To niemożliwe- odpowiedziałam smutnym głosem..
- Z nami wszystko jest możliwe, prawda?- spytał głośniej, aby przypomnieć reszcie ,że także tu jesteśmy.
- Jasne.- podszedł do mnie Niall i wskazał na butelkę wody.- Będziesz to pić?- zapytał
- Nie, możesz wziąć.- oddałam mu, na co ten uśmiechnął się do mnie.
- Niall, serio?- Liam zrobił dziwną minę ,kiedy blondyn oblał się woda.
- Widzisz,kiedy się coś robi jest gorąco, drogi Liam'ie.- Niall opryskał kilkoma kroplami mnie i wyrzucając do kubła, pozbył się plastiku.
- Niall durniu jest wrzesień, ja nie będę w nocy wstawał i przynosił ci ciepłej herbatki.- do naszej rozmowy dołączył Harry,który wycierał ręcę w jakąś szmatkę.
- I tak to Liam zawsze robi najlepszą herbatkę.- Niall wytknął Harry'emu język.
- Będziecie tak stać i kłócić się o herbatkę czy może jednak nam ktoś pomorze?- spytał Zayn,który.. właściwie nie wiem co robił.
- Nie możemy zrobić przerwy?-jęknął Niall
- Ten tylko o jednym. Lou pojechał po lampy, więc masz wolne.- zaśmiał się, rzucając w blondyna ścierką.
-Eeem, czy długo to potrwa?- spytał lekko zawstydzona.
- Nie, jeszcze może 30 minut. Pasuje?- Zayn uśmiechnął się do mnie.
- Tak, a ile wam zapłacić za naprawę? Umm nie mam zbyt dużo gotówki. Mogłabym przelać na wasze konto, lub dać jakąś bransoletkę..- motałam się
- Ejeje. Spokojnie. Nic nie musisz płacić.- Harry zaśmiał się
- Jak to nie? Naprawiliście mi auto. Coś muszę wam dać.- zmarszczyłam nos.
- Powiedzmy,że odpłacisz w naturze.- zza rogu wyszedł Louis z cwaniackim uśmiechem.
- Lou.- skarcił go Liam
- No co?- puścił mi oczko, na co spuściłam wzrok.
- Okej, Debby. Tylko wstawię te lampy i możesz uciekać.- Zayn znowu zniknął za tyłem mojego różowego wozu.
- Chodźmy na chwilę do domu, zimno jak cholera. A Debby ma czerwony nos.- Niall śmiesznie tupiąc nogami pobiegł do domu. Wszyscy ruszyliśmy za nim.
- Faktycznie masz czerwony nos.- zauważył Harry,który puścił mnie w drzwiach. Pokręciłam tylko głową w dezaprobacie i skierowałam się do salonu.
------------------------------------------------------------------
Taki sobie rozdział :) Nwm ,kiedy kolejny gdyż iż zaczęła się gimbaza.. :(
Matko Kochano ! Piękne, cudowne i wg świetne ! Jak ja kocham Twój styl pisania. Mogłabym czytać non stop. Wielbię Cię za to. <3 Debb i Harry ^^ świetne sceny. No i Liam - opiekuńczość i ten "tatusiowaty" styl. Fajnie go przedstawiłaś. Wg wszystkich :) Nie przestawaj pisać :*
OdpowiedzUsuńSuper! Mi się podoba Twój blog, proszę napisz następny rozdział plz <333
OdpowiedzUsuńPostaram się w tym tygodniu, dzięki za koma ;)
Usuń