wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 3


Obudził mnie dźwięk budzika. Świetnie dziś pierwszy dzień szkoły. Przetarłam zaspane oczy po czym wstałam , nakładając na nogi kapcie. Doszłam do łazienki ,gdzie wykonałam poranną toaletę i uczesałam włosy. Na szczęście mój policzek nie był już czerwony, jednak czułam lekki ból. W bieliźnie wróciłam do pokoju i znalazłam odpowiedni strój czyli: Czarne dżinsy i standardową zieloną bluzkę przedłużaną z tyłu z rękawami 3/4. Włożyłam ładny wisiorek i pasujące kolczyki, po czym nałożyłam delikatny makijaż. Zabrałam z biurka torbę i wyszłam z sypialni. W jadalni oczywiście czekały na mnie płatki z jogurtem naturalnym i sok pomarańczowy. Jako ,że nie byłam głodna wypiłam  tylko napój. W korytarzu założyłam swoje vansy i zabierając kluczyki do samochodu wyszłam z domu. Wsiadłam do auta i upewniając się ,że wszystko mam odjechałam z tej przeklętej posesji. Byłam na parkingu prawie pierwsza, oczywiście moje miejsce było wolne, więc zaparkowałam tam i postanowiłam posłuchać muzyki i poczekać aż reszta uczniów zjedzie się na lekcje. Puściłam swoją ulubioną playlistę i zaczęłam rozmyślać ,kiedy nagle obok mojego wozu zaparkowały nieszczęsne dwa Range Rovery. Założyłam okulary przeciw słoneczne i obróciłam się w drugą stronę.
- Proszę ,proszę. Debby . Jesteś tak wzorową uczennicą ,że pojawiasz się pierwsza w szkole? Myślałem ,że pojechałaś na imprezę z ojczulkiem i nie będzie cię  dziś ..- usłyszałam głos Harrego.
- Przeliczyłeś się.- odpowiedziałam ponuro.
- Harry , odpuść.- odezwał się Zayn,  omotał jeszcze raz spojrzeniem moją osobę i ruszyli w stronę szkoły. Odetchnęłam z ulgą ,kiedy przy wjeździe zauważyłam samochód Jessy'ego. Dość sprawie zaparkował auto obok mojego i wyszedł z niego razem z Kristen i Oliverem.
- Hej.- przywitałam się , uśmiechając się przy tym lekko. Jednak reszta miała nieco inne humory..
-Hej?! Do cholery z twoim hej! Wiesz co ludzie gadają o twoim ojcu?!- naskoczyła na mnie Kristen
-C-co?- spytałam przerażona.
-Boże! Dziewczyno! Nie zgrywaj się! Podpisał umowę z największą korporacją w Londynie! Chyba nigdy nie wybaczę ci ,że nam tego nie powiedziałaś!- chłopcy wybuchnęli śmiechem a ja odetchnęłam z ogromną ulgą.
-Taa , no wiesz dowiedziałam się dziś.- podrapałam się po głowie zakłopotana.
- Iii?- Kristen gestykulowała ręką abym dalej prowadziła dialog.
-No , to tyle?- zaśmiałam się z własnej niewiedzy.
- No nie mów ,że nie powinniśmy tego oblać!- znowu wszyscy się roześmiali a ja tylko zrobiłam głupią minę.
- No tak. Gapa ze mnie. Jedziemy dziś do clubu?- spytałam ,kiedy wyszłam z samochodu, Jessy wziął mnie pod ramię i ruszyliśmy.
- Oj tak, gapa. Jene znalazła nowy club. Powinniśmy się tam wybrać. - Oliver zabrał głos w rozmowie
- Jasne , to o której?- spytał Jessy
- Myślę ,że o 20 powinniśmy zacząć się zbierać pod dom Jene. Ona powie nam jak i gdzie dojechać. A i swoją drogą. Nie będzie dziś jej w szkole , razem z Kevinem wyjechali z rodzicami. Sam nie wiem gdzie.- wzruszył ramionami.
-No to uzgodnione.- Kristen weszła do klasy jako pierwsza. Tym razem nasze ławki były puste. Nowi siedzieli w  ławkach jeszcze dalej. Usiedliśmy jak zwykle czyli od prawej: Ja,Jessy,Kristen,Oliver i dwa miejsca wolne dla reszty. Pierwsza lekcja , supeer.
Było nudno, a profesor jak zwykle na pierwszych lekcjach omawiał jakże świetny podręcznik.
Bałam się ,że wszyscy wiedzą co się wczoraj stało. Co zrobi ojciec jeśli się dowie ,że ta sprawa wyszła. Z tych całych nerwów zrobiło mi się słabo.
- Debby. Dobrze się czujesz?- spytał profesor a cała klasa spojrzała na mnie.
-Chyba odrobinkę mi słabo.- odezwałam się słabym głosem.
- Zabiorę ją do pielęgniarki, profesorze.- usłyszałam głos..Co do cholery?! Harrego?!
-Nie, nie ma potrzeby.- szybko chciałam się wycofać , zanim ten podszedł do mnie , złapał w pasie i wyszedł z klasy.
-Puść mnie. - wybełkotałam
-Jasne.- zaśmiał się i tyle pamiętam. Upadłam na niego i zemdlałam. Budząc się zauważyłam nad sobą jego sylwetkę,pochylającą się nade mną..  Pomrugałam kilka razy i ostrość obrazu polepszyła się.

- Barbie się obudziła?- spytał , mówiąc to głosem jak do dziecka.
-Spadaj. Gdzie jestem?- spytałam , w ogóle nie przejmując się jego słowami.
- U pielęgniarki. Tyle ,że jej nie ma ,więc sam się tobą zająłem.- powiedział normalnie. Szybko zerwałam się z łóżka i zaczęłam dotykać całego ciała. Wszystko na miejscu, ubrania są. Odetchnęłam z ulgą.
- Bez stresu. Po prostu przyniosłem cię tu i czekałem aż się obudzisz. Nie interesują mnie plastikowe barbie.- prychnął wstając. Chociaż go nie lubiłam, to i tak przykro było mi słyszeć takie słowa. Wstałam i właśnie miałam łapać za klamkę ,kiedy ten zagrodził mi drogę.
-Przepraszam. - powiedział nie patrząc mi w oczy. Na szczere przeprosiny mi to nie wyglądało..
- Ok.- powiedziałam tylko i skierowałam się z powrotem do klasy. Chłopak pobiegł za mną i po kilku sekundach już dotrzymywał mi kroku.
-Przeprosiłem, więc o co się droczysz?- spytał łapiąc mnie za ramię abym się zatrzymała.
-Po prostu mnie zostaw.- powiedziałam na jednym wdechu i zdjęłam jego dłoń z mojego ramienia. Włożył obie ręce do kieszeni i patrzył na mnie speszony?
- Przepraszam za wczoraj.. Nie chciałem się do ciebie tak odzywać. Ja..Nie lubię ,kiedy ktoś mi odmawia..- chłopak spojrzał na mnie wyczekująco.
-I czego  oczekujesz? Co mi to dało? Wpadłeś do tej szkoły dwa dni temu. W te dwa dni zdążyłeś razem ze swoimi kumplami sprawić mi więcej problemów niż ktokolwiek w całym moim życiu. Nie znam cię. Wiem ,że masz na imię Harry, jesteś nowy. Do tego jesteś uparty,wredny i masz zmienne humorki jak kobieta w ciąży. Powiedz mi czego chcesz.
- J-aa , po prostu..- zmarszczył brwi i dodał odchodząc- Już nic, zapomnij. Nie będę się więcej narzucał.- zniknął za rogiem, usiadłam na ławeczce obok mojej klasy i schowałam twarz w dłoniach. Co się do cholery dzieje?! Stwierdziłam ,że lepiej jeśli poproszę Maxa o przyjazd po mnie pod szkołę, po może 10 minutach zauważyłam go na holu szkoły.
- Bogu dzięki ,że cię znalazłem. Co jest?- spytał zdyszany.
-Chce jechać do domu.- powiedziałam głosem małej dziewczynki
- Ochh. Ok. Porozmawiam z twoim nauczycielem. Co mam mu powiedzieć?- spytał łapiąc za klamkę
- Że jesteś moim wujkiem. Powiedz ,że źle się czuje a mój ojciec pracuje.- powiedziałam szybko
-Widzę ,że nie marnowałaś czasu.- zaśmiał się i wszedł do pomieszczenia. Z uśmiechem na twarzy zauważyłam ,że Max'owi udało się namówić nauczyciela na zwolnienie mnie z lekcji.
- Tak strasznie ci dziękuje.- powiedziałam mu ,kiedy siedzieliśmy w aucie.
- Nie masz za co. I tak oczekuje wyjaśnień , a swoją drogą. Mam nadzieję ,że miałaś już ospę?- spytał. Co? O co mu chodzi? Widząc mój wyraz twarzy, wyjaśnił.
-Jeśli mam rozumieć to jedziemy do mnie, a Isaac ma ospę wietrzną, więc nie chce cię narażać.- powiedział zerkając na mnie.
- Tak. Przeszłam ospę w wieku 10 lat. Przecież Isaac ma 16, nie jest za stary?- spytałam, marszcząc brwi.
- Debby. Zachorować się da nawet w moim wieku. Choć ja już miałem tę wysypkę. Co do Eve, ona na ten czas wyprowadziła się do swojej matki.- Achh tak strasznie zazdroszczę Isaacowi. Ma świetnego ojca, choć Max nie jest jego biologicznym tatą , ten i tak go tak nazywa. Eve jest cudowną i uczuciową kobietą, idealną dla Maxa, nawet jeśli jest ona od niego o dwa lata starsza. Max jako 35 letni mężczyzna jest na prawdę przystojny!
- Nieźle. Potowarzyszę Isaacowi. Może znowu spróbuję mu wytłumaczyć matmę.- uśmiechnęłam się lekko.
- Zmieniając temat. Czemu chciałaś dziś wrócić do domu?- spytał zatrzymując się na czerwonym świetle.
- Po prostu.. Miałam zawroty głowy, to przez nerwy. Tyle się dzieje..- motałam się w własnych słowach.
-Debby.W pierwszym dniu szkoły?- powiedziałam patrząc na mnie w lusterku
- Po prostu ojciec, za dużo wymaga, cały czas jest nie ufny, Harry też wszystko komplikuje. On wie, Max. Nie mam pojęcia skąd , ale on wie co myślę o Jene i Kevinie.. Rozumiesz? Jeśli on powie komukolwiek, ojciec mnie zabije!- walnęłam ręką w drzwi od auta, powstrzymując łzy , które niebezpiecznie balansowały w moich oczach.
- Jest aż tak źle?- spytał marszcząc brwi
-Nie, jest jeszcze gorzej!- spojrzałam na niego, w jego oczach widziałam współczucie.
- Może.. Da się temu Harremu przemówić do rozumu? No nie wiem.. Zapłacić?- zatrzymał się pod jego domem.
- Nie mam pojęcia, mam wrażenie ,że on po prostu mnie nie lubi.- stwierdziłam odpinając pas bezpieczeństwa. Wyszliśmy z auta , po czym Max pewnym krokiem ruszył do domu.

- Isaac! Jestem!- wrzasnął zapalając światło w dość ciemnym korytarzu. Cóż jedno mogę powiedzieć, kiedy zauważyłam Isaaca w samych bokserkach i krostkach.. Kto by się nie śmiał?
- Cześć. -powiedziałam prawie parskając śmiechem. ten zgromił mnie spojrzeniem i odburknął coś w odpowiedzi.
- Mama dzwoniła?- spytał się Maxa,który nalewał sok jabłkowy do szklanek, jedną z nich podając mi , za co podziękowałam.
- Tak, stwierdziła, że wróci za 3 dni. Ona chyba na prawdę boi się ospy.- zaśmiał się starszy
- Tak właściwie.. Co ty tu robisz Debb?- spytał podnosząc jedną brew i dodając - Jeśli przyszłaś się pośmiać..- zniżył ton głosu na bardziej poważny.
-Ja? Chyba wiesz ,że nie śmieje się z chorych ludzi.- powiedziałam łapiąc się za serce.
- Ochh, tak zapomniałem jaka jesteś wspaniała. Przepraszam Debby.- powiedział ironicznie i wbiegł z powrotem po schodach.
- Nie złość się, przygotuj ksiąski wytłumaczę twoje ostatnie notatki.- krzyknęłam, jednak w odpowiedzi usłyszałam tylko ,,super.". Max posłał mi lekki uśmiech , upiłam łyk soku  i odstawiłam naczynie na blat.
- Na prawdę myślisz ,że mogę mu zapłacić?- po chwili ciszy odezwałam się
- Cóż myślę , że jako nastolatek chciałbym dostać jakieś pieniądze..- podrapał się po głowie.
- Mam nadzieję, a teraz wybacz , idę do Isaaca.-  razem ze szkolną torbą ruszyłam po schodach..
-----------------------------------------------------
No więc, jest 3 rozdział! Są w nim prawdopodobnie jakieś błędy, za co przepraszam. Czas,czas. Mało go. Nie mam pojęcia ,kiedy pojawi się kolejny. Mam nadzieje na jakiekolwiek opinie w komentarzach. Strasznie mi zależy. :) Miłego (mam nadzieję) czytania <3  

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 2

Po odwiezieniu Kris i Jessy'ego oczywiście pojechałam do domu, gdzie czekał na mnie posiłek przygotowany przez Daisy naszą kucharkę. Zjadłam obiad i po odstawieniu naczyń podreptałam do swojej sypialni .Stwierdziłam ,że nie mam nic lepszego do robienia ,więc włączyłam swojego laptopa i przeglądałam TT. Oczywiście Kristen już miała udostępnione zdjęcie swojej nowej sukienki ,którą zakupił jej chłopak Jasper. Nie znałam go zbyt dobrze. Wiedziałam ,że był kapitanem drużyny footbolowej Londynu  i był zabójczo przystojny. Jakiś hałas zza okna oderwał mnie od rozmyśleń. Wyjrzałam przez okno i zauważyłam samochód ojca. O nie. Czyli znowu chce mnie zabrać na jakąś chorą imprezę ,której bliżej jest do stypy. Szybko odłożyłam urządzenie na biurko i wskoczyłam do łóżka udając ,że śpię.
-Debby? Twój tato woła cię na parter. Przekazać mu coś?-spytałam Daisy ,patrząc na mnie wyczekująco.
-Powiedz mu ,że za 5 minut zejdę.-wymruczałam w pościel
- Dobrze.-wyszła a ja rzuciłam poduszką w drzwi. Zwlokłam się z łóżka , uczesałam włosy i zbiegłam po schodach.
-Debby! Nie biegaj po schodach! Zachowujesz się jak dziecko!- skarcił mnie na powitanie
-Mi też miło cię widzieć.-usiadłam na przeciwko niego w salonie.
- Więc. Możesz mi powiedzieć o co chodzi z nowymi uczniami w szkole? Masz z nimi problemy? Kevin powiedział mi...-przerwałam mu
-Kevin mówi różne rzeczy. Nie, nie mam problemów. -powiedziałam dość chamsko na co zmarszczył brwi.
-Pamiętaj ,że ja i tak się dowiem. Prędzej czy później.- wyjął z kieszeni jakąś kopertę i podał mi do dłoni.
- Co to?-spytałam zanim rozerwałam papier a moim oczom ukazał się napis,, Zaproszenie"
- Zaproszenie do Teatru z rodziną Olivera. Na dziś wieczór. Oczywiście idziesz ze mną.-opowiedział monotonnie.
-Jasne, jak żeby inaczej. Mama pisała?-zadałam pytanie , które zadaje codziennie.
-Kochanie przerabialiśmy to wiele razy. Ona nie wróci.- spojrzał mi w oczy i złapał za dłoń.-Mi też ciężko Debby. Damy radę.-wstał i wyszedł z pomieszczenia. Mogłam się spodziewać takiej odpowiedzi. Jest mu ciężko?! A kto sprowadzał jakieś baby prawie codziennie do domu od zniknięcia mamy?!- żuciłam zaproszeniem o podłogę i wróciłam do pokoju,gdzie czekała na mnie wybrana sukienka przez mojego wspaniałego tatę. Nawet kiecki nie mogę wybrać. Świetnie. Przynajmniej będzie tam Oliver a nie Kevin lub Jene. Wolnym krokiem podeszłam do mojej toaletki i upięłam włosy w tradycyjnego koka. Zrobiłam lekki makijaż i popsikałam się perfumem w między czasie , Daisy przyniosła mi pasujące buty. Nałożyłam na siebie chabrową sukienkę i czarne szpilki. Do tego dodałam ze swojej garderoby żakiet i zeszłam na parter.
- Wiedziałem ,że sukienka będzie pasować.- moim oczom ukazał się Max Milton!
-Max!- krzyknęłam i przytuliłam go na powitanie.
-Witaj Debby. Podoba się strój?- zapytał poprawiając jakąś Nitkę przy moim nakryciu.
-Tak. Sama się zdziwiłam ,że ojciec wybrał coś tak ładnego.-powiedziałam ciszej na co się zaśmiał.
- Cóż doradziłem mu tylko , kierując się twoim gustem.- był taki wstydliwy. Nie przechwalał się choć miał czym. Czasem chciałabym żeby on był moim ojcem lub chociaż bratem. I skąd powiedzenie ,,chcieć to móc"?!
- Twój tata czeka już w aucie. Idź do niego.- uśmiechnął się
- Jak to? Jest dopiero 16 ! A ty nie jedziesz?- spytałam
- Z tego co wiem chce jeszcze wstąpić na chwilę do Lloydów omówić coś z ojcem Olivera. Nie , przyjechałem tylko poprawić garnitur Jack'a.- pokiwał głową , machając do mnie zanim wyszłam. Faktycznie czekał na mnie w  samochodzie, rozmawiając z kimś przez telefon.
- Czemu tak długo?- spytał ,kiedy zajęłam miejsce obok
-Rozmawiałam z Maxem. - opowiedziałam , widocznie to mu wystarczyło bo ruszył. Dom Olivera znajdował się około 12 kilometrów od mojego. W oddali zauważyłam ,że przy szkole stoją znowu ten nieszczęsne Range Rovery i kilka innych aut. Na stadionie widocznie coś się działo. Zauważyłam Harrego wyskakującego z auta ,więc schowałam się pośpiesznie.
-Co to za zadyma? Lepiej ich stąd przepędzę.- odezwał się wściekły ojciec i zatrzymał samochód. Harry odwrócił wzrok ,kiedy mój tata zaparkował obok ich auta. Widocznie zaciekawiło to drugi samochód bo wyszli z niego Niall i chyba Louis..
-Tato błagam. Nie wychodź.- powiedziałam pośpiesznie zanim złapałam go za rękaw.
-Zostań w aucie Debby i na boga, póść mnie!- wrzasnął na co od razu puściłam jego garnitur. Ten wyszedł i pośpiesznym krokiem podszedł do chłopaków. Harry spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami i zaśmiał się kręcąc głową. Spuściłam wzrok ,ale kiedy znowu spojrzałam w tamtą stronę mój ojciec uderzył Harrego w twarz, tak że z jego nosa pociekła krew. Brunet spojrzał na niego z furią i chciał oddać jednak dzięki bogu Louis go zatrzymał. Szybko odpięłam pas i wybiegłam z auta.
- Tato!- wrzasnęłam , na co zwrócił się twarzą do mnie
- Wsiadaj do tego cholernego samochodu ,Debby! Mówiłem ci żebyś nie wychodziła!- podszedł do mnie.
-Uderzyłeś go! Mogłeś zrobić komuś krzywdę!  - rzuciłam w jego stronę na co uzyskałam odpowiedź w postaci siarczystego policzka, był tak mocny ,że zakołysałam się na szpilkach i prawie upadłam. Spojrzałam przerażona na niego a potem na chłopców z tyłu. Złapałam się za polik a z moich oczu zaczęły kapać słone łzy. Ojciec patrzył z niedowierzaniem na swoją rękę. Wiele razy na mnie krzyczał ,ale nigdy w życiu mnie nie uderzył. Grupka zaczęła iść w naszą stronę i krzyczeć coś do mojego ojca. Stałam jak sparaliżowana i głaskałam za pewne zaczerwieniony policzek.
-Debby ,chodź do samochodu.- Harry odezwał się tóż obok.
- C-co?- spytałam  trzęsąc się bardziej ze strachu, nawet lalka barbie może się bać, prawda?
- Wsiadaj do samochodu, twój ojciec cię już nie uderzy. Chodź z nami.- powiedział wolno, ma ładny głos.
- Debby ! Do auta! Migiem!- wrzasnął mój ojciec
- Ja , już idę tato.- szepnęłam , spojrzałam ostatni raz na Harrego ,który teraz widocznie był wściekły. Obleciałam wzrokiem też zdziwionych Louisa i Nialla. Nagle Harry wrzasnął:
- Jasne barbie. Słuchaj się tatuśka ,który traktuje cię jak szmatę!- odwróciłam wzrok z powrotem na niego i powiedziałam niemo: Dupek. Pośpiesznie weszłam do pojazdu i zapięłam pas. Ojciec ruszył z piskiem opon. Nie odzywał się całą drogę. Jednak nie pojechaliśmy do Olivera.
-Wracaj do domu. Jeśli się dowiem ,że komuś opowiedziałaś to..- nie dokończył ,ponieważ wyszłam z samochodu, który od razu po tym odjechał. Wbiegłam od razu na schodu , uprzednio zdejmując buty, szubko rozpuściłam włosy, zdjęłam sukienkę zamieniając ją na pidżamę i wzięłam się za pisanie listu do mamy. Zawsze , kiedy to zrobię jest mi lżej. Opisałam w liście wszystko.. Zakleiłam kopertę i schowałam do kuferka. Położyłam się do łóżka i zaczęłam cicho szlochać. Nagle usłyszałam dźwięk sms'a. Od nieznany:
 ,,Podziękuj tatuśkowi za mój nos. Odwdzięczę się. ''
Szybko kliknęłam odpowiedź :
,,Nie pisz do mnie. Skąd masz mój numer?! Jeśli ktoś dowie się o tej sytuacji pożałujesz tego."- wysłałam
,, Twoja przyjaciółka Jene była chętna dać mi twój numer..Czyżby? Kto tu bardziej dba o popularność?". Przeczytałam tego sms'a po czym wyłączyłam telefon. Co ja takiego zrobiłam?! Odwróciłam się na brzuch i znowu zaczęłam płakać , nawet nie wiem ,kiedy zasnęłam wtulona w poduszkę.

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 1

Wygładziłam starannie materiał mojej białej sukienki z czarnymi wstawkami ,kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk ,który oznajmiał ,że właśnie ktoś wszedł do naszej rezydencji.
Spojrzałam ostatni raz w lustro i wolnym krokiem zeszłam na parter ,gdzie mój ojciec witał moich znajomych.Jessy zauważył mnie pierwszy.
-Debby wyglądasz olśniewająco.-uśmiechnął się , pokazując przy tym rząd białych zębów.Oddałam uśmiech i stanęłam koło Kristen, wysokiej szatynki, która miała na sobie
czarną sukienkę.
-Piękna sukienka.Czyżby od Miltona?-skomplementowała mnie i zadała pytanie. Dla nie wtajemniczonym .Milton to mój stylista.Jest nawet miły, wydaje się ,że mnie rozumie.
-Dziękuję, twoja także jest przepiękna.Tak, to dzieło Miltona.-odwróciłam wzrok na mojego ojca ,który odchrząknął.
-Wyglądasz ślicznie córeczko.Powinniście się już zbierać. Sam podjedzie jeszcze po Kevina , Jene i Olivera. Zojmię to trochę czasu ,więc może weźmiesz swój samochód ,Debby? Jestem przkonany ,że Kristen i Jessy chętnie się przejadą.-spojrzał na mnie wyczekująco.
-Tak ,tato.-westchnęłam cicho i wzięłam z rąk ojca kluczyki do mojego niesczęsnego lamborgini w kolorze różowym.Czujecie to? Tak? Też czuję się jak lalka barbie.Jessy jak na dżentelmena przystało otworzył nam drzwi.
-Do widzenia tato.-powiedziałam na wychodne i szybkim krokiem weszłam do samochodu.
-Nadal zazdroszczę ci tego cudeńka.Ja po raz 6 będę zdawać na prawko.-Kristen usiadła na przednim siedzeniu obok mnie, za to Jessy bez słowa zajął tylne miejsce i ruszyliśy moim cudeńkiem   do szkoły. Droga przebiegła jak zwykle. Kristen opowiadała gorące ploty tygodnia a Jessy śmiał się ,z każdej opowieści Kris. Jako ,że byłam kierowcą zostałam zwolniona z przymusu śmiania się. Nienawidzę tych ludzi. Są tacy sztuczni, chociaż Kristen można by jakoś jeszcze znieść , tak samo Jessy'ego i Olivera. Kevin i Jene byli najgorsi. Kevin - bufon ,myślący tylko o sobie i rozmawiający tylko z ludzmi na jego poziomie(czytaj :bogaci). Jene- ruda jędza. Tyle mogę o niej powiedzieć. Jestem z nimi w paczce ,ale jeśli miałabym już na prawdę chociaż się zakolegować na pewno nie byłaby to Jene ani Kevin. Zaparkowałam na naszym stałym miejscu i wysiadłam z auta. Reszta zrobiła to samo. Znowu czułam się jak potwór. Kiedy szliśmy przez parking, wszyscy  cichli i odwracali wzrok. Patrzyłam tylko na przód, nie wytrzymałabym spojrzeń tych ludzi. Nigdy nie było w szkole kogoś ,kto mógłby się postawić jednemu z nas. Byliśmy elitką. Doszliśmy do pomieszczenia zwanego dotychczas szkołą, ja natomiast nazwałabym to zoo. Oczywiście w naszej klasie jak zwykle czekał na nas ostatni rząd..Co? Spojrzałam jeszcze raz w stronę krzesła ,gdzie od  3 lat siedziałam.Było zajęte. Moje oczy powędrowały na zdezorientowaną Kristen i widocznie złego Jessy'ego.
-Co robimy?-pisnęła Kristen
- Zaczekajmy na Kevina i Jene.-odezwał się
- Będziemy czekać? Pomyśl co ludzie powiedzą!- skarciła go
- Oni nie wyglądają na przyjaznych. - powiedziałam cicho, co zwróciło uwagę obojga.
-Co ty nie powiesz?-odezwał się głos za mną.
-Witaj Jene.-powiedziałam przez zęby zanim na moją twarz wpełzł sztuczny do granic uśmieszek.
- Kevin poszedł z Oliverem do kafejki. Zaraz pozbędziemy się tych..Ludzi.- Jene pstryknęła palcami a jej czerwone od szminki usta uformowały się w chytry uśmiech.-Hmm..Oni są nawet przystojni.-oblizała wargi, na co mi zabrakło tchu i prawie zwymiotowałam. Nie, ci chłopcy byli nawet ok. Jene oblizująca wargi,fu. Rudowłosa nie zauważając nawet mojego zachowania podeszła odważnym krokiem do nowych.Jako ,że nadal stałam w drzwiach razem z Jessym i Kristen , postanowiłam usiąść na bocznej ławeczce i podsłuchać skrawków rozmowy.
-Hej przystojniaki.-zwróciła na siebie uwagę całej 5 chłopców.
-O ruda.Siema.-odezwał się jeden z nich. Mmm milusio.Ta jakby nie słyszała obrazy, usiadła na ich ławce.
-Jesteście tu nowi?-spytała ,mrugając tak szybko ,że było to aż śmieszne.
-Taa. Przenieśli nas. Jestem Zayn. A reszta to: Harry,Liam,Louis, i..Ee zapomniałem jak się nazywasz?-Mulat spojrzał na blondyna ,który chyba jako jedyny nie miał tatuaży.
-Niall.Niall Horan.-powiedział twardo
-No właśnie i Niall. A ty? Jak masz na imię ruda?-spytał z bezczelnym uśmiechem.
-Jene. Chciałam tylko powiedzieć ,że te dwie ławki są zajęte.-palcem wskazała na miejsce ,gdzie siedział Zayn?
- Spostrzegawcza jesteś. Właśnie tu siedzimy.-zakpił z niej.
-Chodziło mi o to ,że zajęliście miejsce nam.-obleciała wzrokiem klasę i zatrzymała się na Kristen i Jessym. Potem głową wskazała na mnie i ręką przywołała. Jestem jej służącą?!Wstałam i podeszłam wolno do ławki z poważną miną.
-To jest Debby. Tamci to Kristen i Jessy.- jak na zawołanie ukazały nam się także sylwetki Olivera i Kevina. Drugi z nich jak zwykle z wyrzszością wymalowaną na twarzy podszedł do nas , Oliver podreptał tuż za nim.
-To Kevin i Oliver.-Jene widocznie była znudzona
-Sam potrafie się przedstawić ,Jene.-warknął w jej stronę ,jednak ta się nie przejęła.
-Intrygujące. Co w związku z tym?-odezwał się chłopak w lokach. Z tego co zapamiętałam to był Harry.
-Zupełnie nic oprócz tego ,że spadacie stąd.Witaj Debby wyglądasz pięknie.-Kevin ucałował mnie w polik.
-I taki bufon jak ty mi rozkazujesz?-spytał wściekły, na co prawie wybuchnęłam śmiechem.
-Uważaj z kim masz do czynienia.-Kevin żucił ostre spojrzenie ,każdemy z nowych.
- Musicie pogodzić się z rozczarowaniem. Taka elitka jak wy może nam naskoczyć. Grupka przebrzydłych bogaczy i laleczek barbie tańszych od ich torebek.- Blondyn,którego uważałam za najbardziej miłego odezwał się na co mi zabrakło tchu.Spojrzałam na wstrząśniętą Kristen i stwierdziłam ,że lepiej jak się wycofamy.Podeszłam do ławki ,gdzie przed chwilą siedziałam i tam zajęłam miejsce, zostałam obdarzona uśmiechem jednego z 5 chłopców, za to Kevin właśnie zabijał mnie wzrokiem.Jego mina zmieniła się nagle , na przebiegły uśmiech i podszedł do mnie,siadając obok. Odwrócił głowę tak ,aby nikt nie widział co do mnie mówi.
-Co to do cholery miało być Debb?!-warknął mi do ucha
-Nie wyglądają na miłych, lepiej się wycofać Kevin. Po co kłócić się o ławkę? I tak wszyscy się nas boją..Nawet on nazwał nas elitką.-wskazałam kiwnięciem głowy na Nialla?
-Gówno mnie to obchodzi, jestem szanowany w tej szkole i nie dam sobą pomiatać jakiemuś gotowi.-powiedział twardo. Jeden mały szczegół Kevinie, oni nie są gotami. I podobno on jest inteligentny?
-I co masz zamiar zrobić? Wygnać ich? Nawet jeśli byś chciał się bić, to ty , Oliver i Jessy nie dacie rady 5 innym.-powiedziałam monotonnie.
- Kto powiedział o biciu? Co by ludzie pomyśleli ,gdyby zauważyli mnie bijącego się.-pokręcił głową.
-No więc co masz zamiar zrobić?-zadałam to samo pytanie
-Jeszcze nie wiem. Nie zostawię tego tak na długo. A tak po zatem, uważaj bo ludzie już patrzą na ciebie dziwnie. Nie odchodź tak po prostu. To było żenujące Debb.- klepnął mnie w ramię i wyszedł z klasy. Żenujące powiadasz? Ten człowiek doprowadza mnie do istnej furii, tak jak i Jene ,która wyszła za Kevinem. Kristen widocznie zmądrzała i kazała Oliverowi i Jessyemy usiąść obok mnie.
-Kevin jest na ciebie wściekły.-powiedział Oliver ,przygryzając wargę.
-Spokojnie. Kevin nie musi żądzić wszystkimi. - powiedziałam a potem zamilkłam ,kiedy nowi zaczęli ewidętnie wskazywać na mnie palcami. No to milusio. Nasz kochany profesor od Geologi czyli mój wychowawca właśnie wszedł do klasy i jak zwykle wyśpiewał swoją kwestię.
Zaprosił nas na jutrzejsze zajęcia i pożegnał się z nami. Od razu po jego wyjściu nowi gęsiego wyszli z klasy. Wyglądało to nawet zabawnie. Zaśmiałam się cicho co zwróciło uwagę Kris ,która miała nieodczytany wyraz twarzy.
-Chodźmy stąd. - wstałam i skierowałam się w stronę wyjścia. Ciekawe czy mój ojciec wie coś o nich. Wyszłam ze szkoły i szybszym krokiem doszłam do auta. Wsiadłam , chwilę zajęło aż Kris i Jessy przyjdą. Byłam gotowa żeby wyjechać z parkingu ,kiedy zatrzymały się prz nas dwa range rovery. Jedno z okienek otworzyło się a ja ujżałam twarz Harrego.
-Niezła fura Barbie.-puścił do mnie perskie oko i odjechali.
-To się robi coraz gorsze.- stwierdziła Kristen.Co ja o tym myślałam? Byłam zaintrygowana nową sytuacją. Kevin najwidoczniej nie wiedział co robić ,Jene nie wypowiadała się a ja jako jedna z elitki powinnam się przejmować. Wręcz przeciwnie cieszyłam się ,że istnieją ludzie ,którzy tępią takich ludzi jak my. Cieszyłam się ,że się pojawili. Tylko nie wiedziałam jeszcze co to dla mnie miało znaczyć.
--------------------
Rozdział nie jest sprawdzany, wstawiam to na próbę, jesli ktos skomentuje bd dalej prowadzic tego bloga :)